Strona główna > eRCeAlia > Na kozetce…

Na kozetce…

Miałem wczoraj napisać notkę, a nawet dwie, o tym co było do powiedzenia. Nie napisałem. I jak to zwykle bywa już nie napiszę. Ot ulotność chwili – tzn. wiem o czym miałem pisać, ale jakoś straciło to priorytet. Mamy nowy tydzień, znów do pracy pora, i ogólnie wczorajszy wieczór dał mi sporo do myślenia.

Zaczęło się od wrzucenia na głośniki najnowszej płyty Closterkellera pod kolorowym tytułem “Aurum“. Co tu dużo mówić – Anja królową polskiego gothic jest i będzie jeszcze długo. Teksty z płyty na płytę dojrzalsze, dające bardziej do myślenia, poruszające i co najważniejsze – świetne do słuchania. A może to tylko ja? W każdym razie – wprowadzony przez muzykę w klimat rozmyśleń, zapaliwszy świecę, przy kubku gorącej herbaty rozpocząłem rozmowy z Aresem (który już właśnie dojechał do domku) oraz Ksim. Rozmowy trudne i niepokojące. Rozmowy o otaczającym świecie, o tym co należy zrobić, a czego zdecydowanie nie. Rozmowy o przyjaźni, błędach, decyzjach. Rozmowy o rachunku zysków i strat w wyniku tychże błędów i decyzji. O tym jak czasem kilka prostych gestów, kilka łatwo dobranych słów, kilka wspartych moralnością decyzji może zmienić zarówno nasze podejście do świata, ale i świata do nas. O tym w końcu, że otrząsając się z marazmu człowiek zaczyna żyć i miast poddawać się nurtowi wydarzeń, ludzi i czasu staje zaparty nogami o dno rzeki i zaczyna brnąć, coraz pewniej i sprawniej, na przekór nurtowi.

- Musimy się wspierać, bo jak nie my to kto?
- Koroner…

Żarty żartami, śmiech śmiechem, ale przyjaźń i jakaś taka niejasna wspólnota myśli, doświadczeń, przeżyć i nadziei na jutro wiąże  ze sobą ludzi diametralnie innych w “normalnym” życiu. I to jest niesamowite. I rodzi się przekonanie, że w takim składzie nic nas nie ruszy, bo wiemy, że zawsze ktoś obok będzie, i nie zadając pytań pomoże, a później siądzie z butelką zimnego piwa i rozmowa sama się potoczy.

- Heh tak to jest… nie słuchamy najblizszych którzy widzą z dystansu wszystko i oceniają lepiej, realniej. Łudzimy się do końca prawda? Na szczęście kiedy upadniemy już tak nisko aby zrozumieć, obok stoją przyjaciele, którzy mówią..rusz się, pora żyć.

Bo tak właśnie niestety jest (albo stety). Nadzieję zachowujemy do samego końca, a nawet dłużej. Do skrajnego upodlenia samych siebie, tracąc siebie w marzeniach, niespełnionych obietnicach, nierealnych nadziejach. Do skrajnego upadku ducha i utraty siebie. Ale wówczas, pukając w dno, znajdujemy w sobie siłę by zaprzeć się i odbić od dna, wystrzelić w górę. Tam będą na nas czekali. Oni. Przyjaciele. Oddani i wiedzący – bo przecież wczoraj do Oni byli tu gdzie ja, a jutro znów będzie tu ktoś inny. Bo jest takie świetne hasło. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

  1. palacz
    26 październik, 2009 o 11:17 | #1

    To my będziemy góra :)

  2. 26 październik, 2009 o 11:27 | #2

    oczywiście, że możesz… oby nie wyszedł zakalec… :)

  3. areskaro
    26 październik, 2009 o 18:27 | #3

    Tak, łudzimy się bo czasem wystarczy chociaż najmniejszy cień szansy a nasze dusze już pędzą w tamtą stronę, nie logiczne prawda…tylko kto powiedział, że ludzie są logiczni.

  4. RCA
    26 październik, 2009 o 18:38 | #4

    Sęk w tym, że oczywiście nie są. My nie jesteśmy. Ale… wiemy o tym, i będzie ok :D Logika jest zresztą nudna :)

  5. Ate
    26 październik, 2009 o 21:36 | #5

    Cieszę się, że podoba Ci się płytka!Zdecydowanie zgadzam się z opinią o dojrzalszych tekstach, Anka zawsze ma talent do uderzania w takie struny, że Cię coś ruszy..

    Co do rozmów z przyjaciółmi..Znów mam powód do radości, że zaczynasz rozumieć, że Ci co ciągle Ci gderają, mają rację. Wiadomo,że najtrudniej wziąć do serca i wprowadzić słowa w czyn, ale innej drogi nie ma i tak jak napisałeś albo będziesz siedział na tym dnie albo w końcu z niego wyjdziesz. I wcale nie musisz być od razu na szczycie, wystarczy na początek choćby powierzchnia:) A my jesteśmy i tu i tam:)
    Buziaki!!

  6. RCA
    26 październik, 2009 o 22:42 | #6

    Widzisz Aguś… to nie takie proste z wielu powodów – ja w zasadzie nawaliłem mocno. Sęk jednak w tym, że ta nadzieja opiera się zawsze na czymś pięknym jednak, bo nie tęskni się za czymś złym, ale właśnie za tym co było dobre i piękne. A przyjaciele nie zawsze mają rację, wiem, bo sam nie raz dostrzegałem, że dawałem złe rady. Sama wiesz jak to bywa w związkach – jest lepiej i gorzej. Ale miłość to miłość. A ona jest mimo wszystko :)

  7. Orzi
    7 listopad, 2009 o 18:22 | #7

    Naszła mnie ochota nagle na poczytanie twojego bloga, i muszę przyznać, że świetnie piszesz :D . Dwa ostatnie akapity świetnie trafiły w moje aktualne przemyślenia – nawet jeśli jesteś na dnie masz kogoś, kto doradzi, i będzie wspierał przy porażkach. Prawdą jest też, że sami często gonimy za naszym celem, nie oglądając się na rady innych. Jednakże moim zdaniem to jest naturalne – człowiek się uczy większości rzeczy nie na radach od nawet najbliższych osób, czy z grubych podręczników, jedynie samemu doświadczywszy konsekwencji własnych decyzji. No i kwestia rad przyjaciół… Nie zawsze są niestety trafne.

  8. RCA
    7 listopad, 2009 o 19:23 | #8

    Nie zawsze są trafne, ale i my ich nie słuchamy. To wiem z autopsji ;) Dziękuję za pochwałę ;)

  1. No trackbacks yet.