Koncertowe wrażenia trudno opisać. Było genialnie. Sala pełna ludzi, skaczących, skandujących ‘Coma, Coma, Coma’, wreszcie pierwsze gitarowe brzmienia, pierwsze bębny perkusji, zaczęli!
Odnowa była pełna. Dosłownie i w przenośni. Dawno nie byłem na koncercie, który przyciągnął tak wiele osób. I to było piękne. Później było jeszcze lepiej. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem były cztery duże LCD wiszące nad sceną, na których prezentowane były różne artystyczne instalacje multimedialne, dodało to całemu koncertowi genialnego wyglądu. Światła, nagłośnienie, Radio Eska Rock wszystko na piątkę! Minusami jak zwykle w Odnowie okazały się brak powietrza, duchota wyprodukowana przez setki osób, skraplające się na ścianach gorące powietrze. Reszta była genialna. Wspaniała atmosfera, ludzie, ekipa z którą poszedłem na ten koncert. Warto było!
Coma zagrała swoje najlepsze kawałki z dwóch pierwszych płyt, i okrasiła je najnowszymi z trzeciej płyty – Hipertrofii. Przeplatały się ze sobą tworząc niezwykłą kompozycję, przy której wszyscy bawili się bez względu na upał i zmęczenie. Koncert trwał ponad 1.5 godziny, a wcześniej około 30 minut grała poprzedzająca ekipa supportowa. Nawet nie wiem jak się nazywała. Koncert miał obsuwę, jakieś pół godziny. Ale to przecież jest bez znaczenia. Było niesamowicie. I gdybym mógł iść znów to bym poszedł. Brakowało mi tylko jednej osoby do szczęścia. Tej, z którą byłem poprzednio na koncercie Comy w Legnicy, półtora roku temu. Szkoda, że Cię nie było.
Coma, Hipertrofia – sama płyta jest wyjątkowa. Jak stwierdził wczoraj Asfalt – trzeba ostro mieć zrytą psychę by zrozumieć co artyści chcieli w swoich tekstach powiedzieć. Widać psyche mam zrytą, bo sporo rozumiem. Coma jest kapelą wyjątkową. Hipertrofia to jeden wielki eksperyment. Słychać w nim, że kapela szuka nowych ścieżek i brzmień. Mamy klasycznego rocka, mamy też jego pochodne, trafia nam się kawałek bluesowy (zajebisty!) ale i jeden taki, który określiłem mianem “taki feelowaty jakiś jest”. Płyta, a w sumie dwupłytowy album, jest czymś innym niż dwie poprzednie płyty Comy. Kapela się rozwinęła, osiągnęła nowy, wyższy poziom. Gdzieś na blogu spotkałem się z opinią, że teksty Comy są ich najsłabszym ogniwem. Ja się z tym nie zgodzę. Teksty wymagają abstrakcyjnego podejścia i spojrzenia na nie przez pryzmat pewnych wydarzeń, czy wręcz narodowych przywar Polaków.
Podsumowując powyższy chaos – WARTO WARTO WARTO iść na koncert i warto nabyć Hipertrofię i pozwolić sobie na odpłynięcie w tą niezwykłą podróż z Comą.
Najnowsze komentarze