Archiwum

Posts Tagged ‘Coma’

Koncertowa sobota… Coma leczy.

15 listopad, 2009 RCA 5 komentarzy

Rok czasu minął, a w tym czasie w sumie byłem na czterech koncertach Comy. Ostatnio w dniu wczorajszym. Do wczorajszego wieczora myślałem, że jednym z lepszych koncertów tej kapeli był ich występ na tegorocznych legnickich juwenaliach – energetycznie, mocno, z kopytem! Pisałem o tym koncercie tu. Zmieniłem zdanie.

Czytaj dalej…

Kategorie:eRCeAlia Tagi:, ,

Legnickie Juwenalia – Coma!

23 maj, 2009 RCA 2 komentarzy

Ostatnie dwa dni legnicka PWSZ świętowała Juwenalia. Dla mnie ważnym dniem był dzień wczorajszy. Bo gdyż właśnie w ten dzień zagrała w Legnicy Coma! Musiałbym nie być sobą by na koncercie owym nie stawić się w karnym rynsztunku. Jak postanowiono, tak i zrobiono. A ekipę wzmocnił tandem toruńsko-kłodzki w postaci Aresa (autor poniższych zdjęć) i Ojek (wieczny malkontent :P).

Czytaj dalej…

Czy ten zając jest w promocji?

29 marzec, 2009 RCA 9 komentarzy

Ufff… Minęło parę zwariowanych dni.  Zaczęło się od próby podróży do Torunia, którą opisałem parę dni temu. Skończyło się dziś wraz z wyjazdem Hordy(*) i Kamy. Do Torunia ostatecznie dojechałem – w czwartek wstając przed 4 rano, a kładąc się po koncercie Comy około 23. Czytaj dalej…

7 tygodni

12 grudzień, 2008 RCA 2 komentarzy

Jutro minie 7 tygodni od chwili gdy ponownie rozpocząłem pisanie bloga. Tego bloga. W sumie nie ma o czym pisać, to żadna okazja, ni rocznica, ni święto, ale jest jeden powód. Przekroczył blog 2000 odwiedzin. W owe właśnie niecałe 7 miesięcy. I za to ponownie Wam dziękuję.

Jak w każdym blogu mamy tu notki ciekawsze i mniej ciekawe, czy wręcz bzdurne i bezsensowne. Mi przyjemność sprawia gdy czytacie (to wiem po odwiedzinach) ale i gdy komentujecie. I jeśli mogę mieć prośbę na następne 1000 odwiedzin to komentujcie, dyskutujcie w komentarzach, stawiajcie mnie pod ścianą. Tego chce, tak mi róbcie.

Dziś leje, i nic w tym dziwnego. Mamy jesień. Coma na słuchawkach, Littell w głowie, szkolenie zanudza, testu dziś nie będzie, za to w poniedziałek trauma.

Kategorie:eRCeAlia Tagi:, , , , ,

Pokoncertowe wrażenia pełne Comy i Hipertrofii

28 listopad, 2008 RCA 7 komentarzy

Koncertowe wrażenia trudno opisać. Było genialnie. Sala pełna ludzi, skaczących, skandujących ‘Coma, Coma, Coma’, wreszcie pierwsze gitarowe brzmienia, pierwsze bębny perkusji, zaczęli!

Odnowa była pełna. Dosłownie i w przenośni. Dawno nie byłem na koncercie, który przyciągnął tak wiele osób. I to było piękne. Później było jeszcze lepiej. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem były cztery duże LCD wiszące nad sceną, na których prezentowane były różne artystyczne instalacje multimedialne, dodało to całemu koncertowi genialnego wyglądu. Światła, nagłośnienie, Radio Eska Rock wszystko na piątkę! Minusami jak zwykle w Odnowie okazały się brak powietrza, duchota wyprodukowana przez setki osób, skraplające się na ścianach gorące powietrze. Reszta była genialna. Wspaniała atmosfera, ludzie, ekipa z którą poszedłem na ten koncert. Warto było!

Coma zagrała swoje najlepsze kawałki z dwóch pierwszych płyt, i okrasiła je najnowszymi z trzeciej płyty – Hipertrofii. Przeplatały się ze sobą tworząc niezwykłą kompozycję, przy której wszyscy bawili się bez względu na upał i zmęczenie. Koncert trwał ponad 1.5 godziny, a wcześniej około 30 minut grała poprzedzająca ekipa supportowa. Nawet nie wiem jak się nazywała. Koncert miał obsuwę, jakieś pół godziny. Ale to przecież jest bez znaczenia. Było niesamowicie. I gdybym mógł iść znów to bym poszedł. Brakowało mi tylko jednej osoby do szczęścia. Tej, z którą byłem poprzednio na koncercie Comy w Legnicy, półtora roku temu. Szkoda, że Cię nie było.

Coma, Hipertrofia – sama płyta jest wyjątkowa. Jak stwierdził wczoraj Asfalt – trzeba ostro mieć zrytą psychę by zrozumieć co artyści chcieli w swoich tekstach powiedzieć. Widać psyche mam zrytą, bo sporo rozumiem. Coma jest kapelą wyjątkową. Hipertrofia to jeden wielki eksperyment. Słychać w nim, że kapela szuka nowych ścieżek i brzmień. Mamy klasycznego rocka, mamy też jego pochodne, trafia nam się kawałek bluesowy (zajebisty!) ale i jeden taki, który określiłem mianem “taki feelowaty jakiś jest”. Płyta, a w sumie dwupłytowy album, jest czymś innym niż dwie poprzednie płyty Comy. Kapela się rozwinęła, osiągnęła nowy, wyższy poziom. Gdzieś na blogu spotkałem się z opinią, że teksty Comy są ich najsłabszym ogniwem. Ja się z tym nie zgodzę. Teksty wymagają abstrakcyjnego podejścia i spojrzenia na nie przez pryzmat pewnych wydarzeń, czy wręcz narodowych przywar Polaków.

Podsumowując powyższy chaos – WARTO WARTO WARTO iść na koncert i warto nabyć Hipertrofię i pozwolić sobie na odpłynięcie w tą niezwykłą podróż z Comą.

Czarny kocur

12 listopad, 2008 RCA Dodaj komentarz

Wychodząc z budynku Firmy niespiesznie zszedłem po kilku prowadzących do niego stopniach. Wyciągnąłem odtwarzacz mp3 – Creative Zen V – i odpaliłem najnowszą płytę Comy – Hipertrofię. Skierowałem swe kroki w lewo, idąc powoli na autobusowy przystanek linii 23 Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji w Legnicy. Pogoda iście jesienna. Niby to godzina 16, ale jakoś tak mocno szaro, lekko-średnie powiewy chłodnego, przesyconego wilgocią wiatru, ludzie wracający do domów, spieszący na zakupy tuż po pracy… Podwórko budynku Straży Miejskiej, stojącym tuż obok parkingu Firmy, pani w średnim wieku metalowymi grabiami zagarniała z chodnika zeschnięte liście. Nie zwróciła na mnie uwagi, ja na nią zresztą też nie – patrzyłem na grabie. Szedłem dalej na przystanek. Od Firmy mam do niego około 300 metrów, a może mniej? Nie liczyłem.

Doszedłem do Dużego Skrzyżowania, na którym akurat zmieniało się światło dla pieszych z zielonego na czerwone. Zdążyłem połowę przejść legalnie gdy musiałem na chwilę się zatrzymać na wysepce by puścić pędzące samochody. Obserwowałem stojącego na drabinie, opartej o bilbord znajdujący się po drugiej stronie jezdni, gościa, który zrywał starą reklamę, jej szczątki rzucał w krzaki pod bilbordem, a w ich miejsce wieszał nową – Real rzuca na dniach do sklepu gotowany baleron za jedyne 11 zł z groszami za kilogram. Pasjonujące. Kiedy nadal jeszcze było czerwone światło, ale nic już nie jechało, dokonałem wykroczenia i przeszedłem na drugą stronę. Skręciłem w lewo i już tylko 100 metrów prostej drogi dzieliło mnie od przystanku.

W połowie drogi jest kolejne skrzyżowanie – Małe Skrzyżowanie – bez świateł. Na drugiej stronie ulicy, na ściętym rogu budynków znajdują się dwa okna. Paliło się za nimi lekko sodowe światło, zaś w prawym oknie siedział czarny kocur. Duży, puchaty, czarny kocur. Spojrzał na mnie. Uśmiechnąłem się do swoich myśli nucąc pod nosem najnowsze kawałki Comy, na co kocur zamiauczał. Spojrzałem w lewo. I dobrze – koło mojego kolana zatrzymał się właśnie samochód, którego kierowca coś mamlał w zębach. Nie słyszałem go. Ruszyłem przez przejście na drugą stronę. Kota w oknie już nie było…

Długi weekend

11 listopad, 2008 RCA 1 comment

Właśnie się skończył. Prawda? Kto miał? Przyznać się. Ja nie miałem. W poniedziałek, kiedy większość radośnie wypoczywała byłem normalnie w pracy. Dziś, kiedy większość radośnie spacerowała i cieszyła się z 90 lat niepodległości kraju, ja siedziałem na budowie. Wczoraj po pracy też siedziałem na budowie, i w sobotę siedziałem… i w piątek… jedynie niedziela była wolna od tej przyjemności. Spędziłem ją w domu odpoczywając, grając, oglądając film i słuchając muzyki. Nic nie ugotowałem, bo w sklepie nie dostałem tego co chciałem, więc zrobiłem coś z mrożonki. Samo życie.

Ale za to na budowie coś się zaczęło posuwać do przodu. Jedni goście kończą robić ściany, które i tak będą szły do poprawek… a właściwa ekipa (1/3 ekipy – 1 człowiek – by być ścisłym) zrobiła już jedną ścianę w łazience – yuppi! Po tym jak wreszcie przerobiliśmy wodę i kanalizację, przesunęliśmy gniazdko, które w innym wypadku wyszłoby w kabinie (sic!), wysmarowaliśmy wszystko folią w płynie, dziś udało się właśnie zrobić tę ścianę. Dobrze jest. Jutro dalej. W piątek za to rusza robota w kuchni – fartuch, terrakota, wzmocnienie barku. Trzy dni i kuchnia gotowa będzie na przyjęcie mebli – te z kolei będą dopiero za czas jakiś.

Od wczoraj słucham namiętnie Hipertrofii -  nowego albumu Comy – i mówię wprost, bez ogródek – jest zajebisty! Szerszą recencję zamieszczę na dniach – być może jutro, a może pojutrze. Zobaczę jak będzie z weną do pisania. Powiem tylko tyle, że nie mogę się doczekać koncertu…

Z innych spraw – miałem ochotę napisać dziś o tęsknocie, przyjaźni, o cyklach zmian w moim życiu, o jesieni, wietrze, liściach na chodnikach, o dniu niepodległości, patriotyzmie, i tak dalej… nie napiszę, bo i tak nikt tego nie czyta, ani nikt nie komentuje. Co prawda piszę dla siebie, ale tyle to ja mogę w środku, w Czesiu…

Nowy album “Comy”

6 listopad, 2008 RCA 12 komentarzy

Szczerze mówiąc to nawet nie wiedziałem, że “Coma” pracuje nad nowym albumem. A tu dziś ładne zaskoczenie. Świetnie. Od dłuższego już czasu wciąż i wciąż słucham obu jej dotychczasowych albumów – “Pierwsze wyjście z mroku” i “Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”. Ta kapela ma coś w sobie. Jej muzyka przechodzi przez człowieka, każe się zastanawiać, słowa-klucze wybudzają wyobraźnię, klimat wprowadza w wrażenie oderwania się od świata – tak jakbyśmy słuchając tej muzyki wyobrażali sobie świat abstrakcyjny, podobny do naszego, ale jednak inny – mi się cisną porównania z powieścią “Zakon krańca świata” Mai Lidi Kossakowskiej, lub też z grą “Tension”, która właśnie niedawno weszła na nasz rynek. Dziś dowiedziałem się, że “Coma” właśnie wypuszcza nowy dwupłytowy (!) album zatytułowany “Hipertrofia”. Zaplanowana data wydania to 10.11.2008. Nie mogę się doczekać.

Promującym nową płytę kawałkiem jest “Zero osiem wojna”, do którego nakręcony został już teledysk:

Lada dzień rusza (a może już ruszyła?) trasa koncertowa promująca nowy album. “Coma” zagra między innymi w moim ukochanym Toruniu, w Odnowie 27.11.2008 roku. Na onecie w dziale muzycznym dostępne jest kilka kawałków do posłuchania – wszystkie pochodzą z nowej płyty i muszę powiedzieć, że mi się podobają.