“Twilight: New Moon” – recenzja 2 części sagi (filmu)
Jeden z polskich premierów ostatnich 20 lat powiedział, że “mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczął, ale jak skończył”. Chcę by ta zasada stała się zasadą uniwersalną i została rozciągnięta także na ekranizacje różnych sag, w tym zdecydowanie na sagę “Zmierzch”. Wybrałem się w dniu wczorajszym (a w sumie w dzisiejszym, bo film zaczął się przed godziną 2 w nocy) na premierę drugiej części sagi “Twilight” pod tytułem “New Moon” (Księżyc w nowiu). Oto kilka słów opisujących moje rozczarowanie.
Dan Brown jest takim pisarzem, który dzięki swoim powieściom wzbudza kontrowersje całego świata. Nie napisał ich, co prawda, wielu, jednakże dwie z nich stały się niekwestionowanymi bestsellerami, naruszyły tabu i poruszyły świat największej monoteistycznej religii na świecie. Obie też doczekały się ekranizacji. I właśnie o jednej z nich, najnowszej, “
Wybrałem się dziś do kina. Wsiadłem w pociąg i pojechałem do Wrocławia w celu udania się do z dawna nie odwiedzanego przybytku. Uwielbiam chodzić do kina. Nie lubię jedynie chodzić tam sam. Ale cóż zrobić? Zgodnie z zasadą “jak nie możesz czegoś pokonać to to zaakceptuj” zebrałem się i pojechałem. Zdecydowałem się nie czekać dłużej na premierę DVD i pojechałem na premierę kinową zapowiadanego od jakiegoś już czasu filmu “Zmierzch” (“Twilight”). Polska Premiera miała miejsce w dniu wczorajszym.
Nicolas Cage jest takim aktorem, któremu raz filmy wychodzą, a raz nie. Najczęściej na przemian. “Skarb Narodów” był ok, ale “Skarb Narodów 2″ już mniej, choć mi się względnie podobał. “Ghost Rider” był niemalże genialny, ale krótko przed nim oglądalem jakiś remake Cage’a, którego tytułu już nawet nie pamiętam, a który spowodował, że chciałem wyjść z kina w trakcie – co mi się dotąd nigdy nie zdarzyło. Wczoraj obejrzałem “Bangkok Dangerous”, znany u nas jako “Ostatnie zlecenie”. Film jak film, bywało lepiej, bywało gorzej. Nie powala.
Najnowsze komentarze