Archiwum

Posts Tagged ‘Kama’

Mała Moskwa, Wielka Miłość

8 kwiecień, 2009 RCA 14 komentarzy

Mało mało mało piszę ostatnio, bo i jakoś czasu na pisanie owo nie staje. Napięty harmonogram, wyczerpujące szkolenie, wyjazdy – brak czasu i chęci na cokolwiek innego niż odpoczynek. Ale dziś napiszę – parę słów o filmie, który w poniedziałek oglądałem z Kamą. “Mała Moskwa” w reżyserii Waldemara Krzystka. Czytaj dalej…

Czy ten zając jest w promocji?

29 marzec, 2009 RCA 9 komentarzy

Ufff… Minęło parę zwariowanych dni.  Zaczęło się od próby podróży do Torunia, którą opisałem parę dni temu. Skończyło się dziś wraz z wyjazdem Hordy(*) i Kamy. Do Torunia ostatecznie dojechałem – w czwartek wstając przed 4 rano, a kładąc się po koncercie Comy około 23. Czytaj dalej…

Jeśli mamy dziś wtorek…

17 marzec, 2009 RCA 1 comment

… i godzinę 23.30 to znaczy, że właśnie zjadłem kolację, przepyszną kolację, która czekała już na mnie, gdy wróciłem z pracy o tej nieludzkiej porze. Kolację wraz z dobrą herbatą zrobione przez Kamcię. A bo właśnie tak, Kamcia jest u mnie od niedzieli. I jest naprawdę bardzo sympatycznie i miło. Pomimo naszych różnych zdań w pewnych kwestiach, pomimo tego, że większość dnia jestem w pracy. Czytaj dalej…

Kategorie:eRCeAlia Tagi:

Misz masz

22 luty, 2009 RCA Dodaj komentarz

Ot tak się zdarzyło, że parę dni ostatnich nie napisałem choćby jednego słowa. No dobra – w smsach napisałem parę słów. Przyczyn jest kilka, a najbardziej prozaiczna i spinająca wszystkie inne to ta mówiąca, że nie mam czasu. To wersja oficjalna. Nieoficjalna jest taka, że mi się najzwyczajniej w świecie nie chce. Bo i o czym mam pisać?

Może o książce, którą czytam, a której jeszcze nie skończyłem? Przemku – jak na razie mi się podoba. Ocenę i opis tradycyjnie dam dzień lub dwa po jej skończeniu. A może o pracy? Czytaj dalej…

Walentynkowy… telefon od Klienta

14 luty, 2009 RCA Dodaj komentarz

No więc tego nie było dawno… siedzę dziś w pracy. Od 6 rano do 18 aż. A mogłbym pojechać do Wrocławia i zrobić Kamie niespodziankę, chociaż na tych kilka godzin… No bo jak to tak? Nawet jeśli nie uznaję Walentynek jako takich to jednak nieswojo siedzieć samemu w pracy, kiedy ukochana ponad wszystko Pani jest w sumie niedaleko.

Ostatni raz byłem zły na pracę w dziwnych godzinach w pewną wigilię lat temu wiele. Pracowałem wówczas w jednym z lubelskich call centrów i trafiła mi się zmiana w wigilijny wieczór. Ależ byłem wkurwiony. “Dobry wieczór, przepraszam, że dzwonię…” – no po kiego uja palancie wówczas dzwoniłeś? Czytaj dalej…

Toruń

10 luty, 2009 RCA 2 komentarzy

Weekend był super. W piątek, gdy wreszcie miałem wolne, odpoczywałem. Wieczorem przyjechała Kama i było bardzo fajnie. W sobotę rano, o 4:55 ruszyliśmy do Torunia. Pobyt miał być krótki, niestety, ale nie przeszkadzało nam to w tej podróży. Trzy godzny snu, siedem godzin w pociągu, później spacer po Toruniu i wieczorem impreza. Mało co nie padłem na ryjek. Urodzinowa impreza była ekstra. Wszystkim za wszystko dziękuję! Najważniejsze jednak, że nie miałem na drugi dzień kaca ;) Czytaj dalej…

Weekendowo

5 styczeń, 2009 RCA Dodaj komentarz

Jakoś nie było okazji by napisać w weekend choć parę słów. Weekend był bardzo udany. Ale po kolei.

W sobotę, pomimo siarczystego mrozu, a przy przepięknej słonecznej pogodzie, udaliśmy się z Kamą do Książa, gdzie obok wspaniałego zamku znajduje się stadnina Stada Ogierów Śląskich. Pojechaliśmy pojeździć na konikach. Zimno strasznie, przepiękne krajobrazy ośnieżonych wałbrzyskich gór i dolin, cudne ślązaczki w stadninie i miła atmosfera. Było fajnie pomimo, że akurat mi się pojeździć nie udało. Wróciliśmy do Ludwikowic zziębnięci strasznie. Ale było warto :)

Niedziela to cały dzień padającego śniegu. Śnieg i śnieg. Dziś pada dalej. Wczoraj wracając w godzinach wieczornych do Legnicy droga wojewódzka była dosłownie biała, a na przestrzeni 100 km minęliśmy aż jeden pług. No cóż. W tym roku zima znów zaskoczyła drogowców.

Czytaj dalej…

Postanowienia i marzenia

1 styczeń, 2009 RCA 3 komentarzy

Nowy rok to najczęściej także nowe nadzieje, marzenia i postanowienia. Ja sobie wczoraj pewne marzenia i nadzieje, oraz postanowienia poczyniłem. Nic wyszukanego, nic dużego, ot marzenia i postanowienia zwykłego człowieka.

Postanowienie nr 1. to decyzja by bardziej konsekwentnym i cierpliwym w podejmowanych działaniach. Np. w tym kiedy za kilka dni rozpocznę kurs językowy, o którym w marzeniu nr 2. poniżej. By wystarczyło mi motywacji i cierpliwości do dokończenia tego co zacznę – czy wspomnianego kursu, czy wiecznie odkładanej książki, czy innych rzeczy.

Postanowienie nr 2. to decyzja by wreszcie przestać gadać, że coś zrobię, tylko to zrobić. Tu dobry przykład to niejako znów to co znajdzie się pod marzeniem nr 2., ale także i wspomniana książka czy dbanie o siebie – zdrowsze żarcie, jakiś basen… pomiary wagi i cholesterolu wołają o pomstę do nieba.

Postanowienie nr 3. to decyzja o tym by nauczyć się szanować sam siebie. Bez komentarza i rozwijania.

Marzenie nr 1. jest marzeniem wielkim. Marzeniem jednak na tyle dla mnie ważnym, że akurat nim się nie podzielę. Dotyczy sfery uczuć, która to sfera obecnie jest nadwyrężona, i szczerze mówiąc nie chcę jej eksponować. Nie warto pokazywać ludziom wraka.

Marzenie nr 2. o którym wyżej już wspomniałem, a które właśnie zamierzam sobie spełnić to zapisanie się i ukończenie kursu języka arabskiego. Tak, jestem poryty. Ale już od paru lat łazi za mną taki kurs i z przyjemnością wreszcie go sobie dostarczę. To marzenie akurat zależy w całości ode mnie. Sprytnie, prawda?

Marzenie nr 3. to marzenie z gatunku standardowych. By w pracy dali zarobić, a życie nie przynosiło tylko kłód pod nogi. By nowe mieszkanie spełniło swoją rolę, bym był zdrowy itd. Chociaż akurat z tym zdrowiem to jeśli ciężko nadle zachoruję to też nie będę się przejmował. Kwestia właśnie owego wraka.

Mam małą nadzieję, że uda mi się spełnić te marzenia i postanowienia. Trudno będzie. Wbrew pozorom nie są to błahe i proste rzeczy i sprawy, a życie nauczyło się, że mnie można kopać po dupie, a ja dalej będę wstawał i szedł na przód. Ot taka moja cecha.

Nokia E66 i rozmowa z K.

27 listopad, 2008 RCA 10 komentarzy

Wczoraj zaszalałem. Uznawszy, że i mi się coś od życia należy udałem się do MM i zakupiłem sobie nowy telefon (na raty). Nokia E66 to następca uznanego modelu E65 i mam nadzieję, że będzie jeszcze od niego lepsza. To jedno z najnowszych dzieci koncernu Wydra (Nokia po fińsku to właśnie wydra ;)).

Zdjęcie pochodzi z serwisu nokia.com (sklep.nokia.pl).

Sam telefonik jest telefonem z klasy biznesowej, z metalowymi wykończeniami, bogatymi funkcjami i w ogóle zajebisty z niego gadżet. A bo właśnie…

O tym, że lubię gadżety to mało kto wie. A lubię i to bardzo. Co prawda może nie aż tak bardzo jak moja siostra ;), ale w sumie bardzo podobnie. Ale akurat telefon to ja muszę mieć dobry. Z tego głównie względu, iż częstotliwość jego użytkowania, a co za tym idzie wytrzymałość muszą spełniać wyśrubowane normy eRCeA 6.66.Zabawa z telefonem póki co pokazuje, że dokonałem dobrego wyboru. I mam nadzieję, że tak zostanie. Jestem zadowolony.

Wczoraj wieczorem długo rozmawiałem z Najważniejszą Osobą w moim życiu. Rozmowa była jak łąka pełna słoneczników, tylko gdzie niegdzie były pagórki ;). Ogólnie cieszę się z niej, z tego, że takie rozmowy są, że wyglądają bardzo dobrze – tak jak już dawno nie wyglądały. O czym była? O wszystkim absolutnie. I to jest w tym najlepsze. Wiele się od sierpnia zmieniło. Ja się zmieniłem. Na lepsze? Powiedz mi czy na lepsze – duże pozdrowienia i duża buźka :) i dziękuję. Bardzo.

Podróż

16 listopad, 2008 RCA Dodaj komentarz

Podróże kształcą – powszechnie znana prawda jest jak najbardziej aktualna. Nie dalej jak wczoraj rano udałem się w podróż do Kamy do Ludwikowic Kłodzkich w Górach Sowich, rzut beretem od Nowej Rudy leżących. Pojechałem naprawić zepsuty komputer i pogadać z dawno nie widzianą miłością mojego życia. Nie wchodząc w szczegóły powiem, że tak dobrego weekendu nie miałem już bardzo dawno. Gadaliśmy szczerze, sympatycznie, bawiliśmy się z małym pieskiem (he he he) i w ogóle było tak jak być powinno. Szkoda, że tak krótko i nie wiadomo kiedy, i w ogóle czy, się powtórzy. Chciałbym.  Dziękuję za wszystko :)

Ale wracając do podróży… Rozpocząłem ją od wyjazdu na PKS trochę wcześniej – zaplanowałem zjeść śniadanie na dworcu w oczekiwaniu na autobus. Już będąc tam wpadłem na pomysł by udać się do ostatniego chyba w Legnicy baru mlecznego. Był to najprawdziwszy bar mleczny z epoki, kiedy wszystkim nam było lepiej (części z Was pewnie nie było nawet wcale ;P). Klasyczny, full wypas, klimatyczny bar mleczny. I tak… sztućce miały wyryte cyrylicą info o producencie i uwaga… numerki miały!, na talerzach stało klasyczne logo społem, zaś herbatę dostałem w szklance na spodeczku! Rewelacja! Za marne grosze zjadłem sobie podwójną jajecznicę na maśle i zagryzłem dwiema bułkami. Najadłem się jak mało kiedy na śniadanie się najadam. To było piękne. Niestety, jak się dowiedziałem od pani za ladą – fachowo nazywanej ekspedientką ;) – bar będzie zamykany, bo leciwy już właściciel sprzedał go jakiemuś młodemu. A młody zrobić pewnie będzie chciał jakiś pub, albo co innego. Kicha. Tak czy inaczej – kto żyw i w stanie niech pędzi do Legnicy gdzie na przeciw dworca głównego jest rewelacyjny bar mleczny.

Sama podróż PKSem minęła mi dość szybko, a autobus najgorszy nie był. Ot taki mały żuczek od Zasady. Średnio wygodnie, ale zawsze. Wracając miałem wygodniej. Jesienna pogoda dziś dała się we znaki – obserwowałem z okien autobusu ciężkie deszczowe chmury, nabrzmiałe od wody, gotowe w każdej chwili zrosić zziębniętą przenikliwym i silnym wiatrem ziemię. Nie zrosiły. Ale zimno było i już pewnie tak będzie.

Lubię podróżować, choćby tak niedaleko jak do Kamy. Lubię odrywać się od kieratu codziennych powtarzalnych czynności, zrobić coś innego, skierować myśli na inne tory. Przede wszystkim jednak lubię obserwować to jak piękna jest Polska – i to niezależnie od pory roku.