Archiwum

Posts Tagged ‘Kulturalia’

“Upiór Południa” Mai Lidii Kossakowskiej

28 październik, 2009 RCA 5 komentarzy

Dawno nie pisałem nic o książkach – tych, które czytałem, czytam, czy chcę przeczytać. Dlatego dziś, dla odmiany od tematyki życiowo-facebookowej, kilka słów o najnowszym cyklu autorstwa Mai Lidii Kossakowskiej – jednej z moich ulubionych autorek w ogóle. Cykl “Upiór Południa” to cztery mikropowieści, których wspólnym mianownikiem są demony i upał. Wszechobecny, nieprzyjemny i niepokojący upał.

Czytaj dalej…

Taki sobie pomysł…

22 luty, 2009 RCA 16 komentarzy

Od paru dni wraca do mnie pewna myśl… chodzi o stworzenie na bazie wordpressa (w sumie wystarczający, a jednocześnie dający spore możliwości) witryny poświęconej recenzjom i krytykom książek, filmów, gier, itp. kulturaliów. Od kilku osób słyszałem, że niezgorzej piszę, że podobają im się opisy książek mojego autorstwa, że “niezły” ze mnie recenzent. Sam tak wcale nie myślę – nie mam wystarczającego warsztatu, ale może właśnie o to chodzi? Ludzie nie zawsze chcą czytać wypociny napuszonych “krytyków”, a raczej wolą spojrzenie zwykłego człowieka. Wiem, że jest parę osób, które mógłbym namówić do pomocy przy tworzeniu tego serwisu. Poniżej zamieszczam małą sondę z pytaniem co Wy na ten pomysł. Proszę, zagłosujcie, a wszelkie uwagi i sugestie zamieszczajcie w komentarzach. Czytaj dalej…

Zmierzch

20 grudzień, 2008 RCA 2 komentarzy

Zmierzch“, “Księżyc w nowiu“, “Zaćmienie” i w końcu “Przed świtem” to cztery księgi cyklu powieści o młodej amerykańskiej dziewczynie Izabelli Swan i miłości jej życia Edwardzie Cullenie. Wszystko byłoby jak w bajce, gdyby nie jeden mały szkopuł. Edward to Wampir.

Autorką tego, już, bestsellerowego cyklu jest przedstawicielka młodego pokolenia amerykańskich pisarzy Stephenie Meyer, którą już dziś uznaje się za jedną z bardziej obiecujących i znakomicie rokujących pisarek. Cykl “Zmierzch” zyskał sobie liczne grono fanów na całym świecie, wydany zostać w milionowych nakładach, a do kin właśnie trafia oparty na pierwszym tomie film o tym samym tytule.

Książki czyta się bardzo przyjemnie. Sama powieść może porwać – ale nie musi. Tak już jest niestety, że powieść tę z powodzeniem można polecić nastoletnim licealistom, jak i bardziej dojrzałym czytelnikom, którzy jednak mogą ją odebrać jako nieco naciągane love story. Mi się osobiście podobały – wszystkie trzy tomy. Na czwarty muszę niestety zaczekać, gdyż wyjdzie w Polsce dopiero w okolicach marca 2009 roku.

Wszystko dzieje się w raczej niezbyt gościnnej części USA – w stanie Waszyngton, pośród puszczy i gór, niedaleko oceanu, kanadyjskiej granicy, gdzie przeważa deszcz i ciężkie chmury. Sceneria malowana piórem Meyer pociąga – szczególnie mnie, kiedy jestem stęskniony za górami, lasami, chciałbym na dłużej się oderwać od miejskiego zgiełku. Głowną bohaterką powieści jest siedemnastoletnia uczennica Izabella Swan, która do Forks (tak się nazywa mieścina) przeprowadza się do swojego Ojca, by dać swobodę Matce, która ponownie wyszła za mąż. Dla Belli jest szokiem opuszczać pustynną i słoneczną Arizonę, i trafić do ponurego w jej mniemaniu miejsca. Pierwsze chwile po przyjeździe potwierdzają jej najgorsze myśli. Do czasu… kiedy w szkole zauważa czwórkę wyróżniających się młodych ludzi, którzy siedzą z dala od reszty. Wśród nich jest Edward – jej przyszła największa miłość życia.

Łzawo? Być może. Wydarzenia w książce toczą się szybko, powieść zaskakuje kilkoma zwrotami akcji, mimo, iż ta krąży nieprzerwanie wokół jednego wątku głównego. Poznajemy nieco inne spojrzenie na Wampiry niż znane nam dotychczas. “Rodzina” Cullenów to “wegetarianie”, którzy nie ruszają ludzi, a posilają się dużymi drapieżnikami podczas wypadów w góry. Mogą chodzić w dzień, nie giną od promieni słonecznych, nie zabija ich kołek, czosnek czy święcona woda… I tak dalej.

Powieść i cały cykl napisany przez Meyer można z powodzeniem polecić jako oderwanie się od przydługich wieczorów. Obecna pora roku sprzyja lepszemu wtopieniu się w fabułę i krajobrazy jakie przed nami otwiera pisarka. Moim zdaniem warto.

Ponura jesień przy “Łaskawych” Littella

11 grudzień, 2008 RCA 3 komentarzy

Za oknem strugi deszczu zalewają Legnicę, ciężkie szare niebo wisi tuż nad głową, w sali szkoleniowej przytłumione światło, i ten hipnotyczny, uspypiający głos prowadzącego szkolenie z procedur, który po kilku sekundach zapomina co powiedział na początku wciąż rozwijanej wypowiedzi. Trochę żenada, trochę żal, a trochę wrażenie straty czasu.

Jesień na całego, a i w głowie jakby bardziej szaro i smutno. Nie wiem czemu. Myślałem, że może dwa dni gorszego nastroju miną szybko, a tu zonk i dalej na całego. Im dalej w dzień tym gorzej, rano było znośnie. Wczoraj znów nie mogłem zasnąć i w końcu jakoś po 1 w nocy mi się udało. Dobrze, że spałem chwilę po południu – dziś nie mam na to szans.

Wczoraj rozpocząłem lekturę książki pt.  “Łaskawe“, autorem której jest Jonathan Littell. Książka ma około 1000 stron, wczoraj połknąłem pierwsze 100. Zaskoczyła. Mocno. Stronnice tej powieści zaskakują – bezpośredniością opisów, brakiem ugłaskanej poprawności, wymownością słów i myśli głównego bohatera, i w końcu słowami “Nie żałuję niczego: taką miałem pracę i już. Co do moich rodzinnych historii, które też może tutaj przytoczę, to są one wyłącznie moją sprawą, a jeśli chodzi o całą resztę, pod sam koniec bez wątpienia przekroczyłem pewne granice, ale wtedy nie byłem już sobą, wszystko mi się mieszało, zresztą świat walił się w gruzy, nie ja jeden traciłem zmysły, przyznacie sami.” Powieść to swoiste wspomnienia byłego działacza, członka i oficera SS – postaci wykształconej (doktor prawa konstytucyjnego), uduchowionej (literatura, filozofia), ale i zbrodniarza, który cudem unika kary po wojnie. Powieść jest fikcją, ale czytając ją mamy wrażenie, że to wszystko się działo na prawdę. Szokuje beznamiętny ton wypowiedzi, szczegółowość relacji, brak skruchy. Szokuje cytowanie klasyków filozofii i niemalże obok opisy spotkań z wyższymi rangą funkcjonariuszami III Rzeszy.

“Die Berliner Kritik” nazywa powieść Litella książką niebezpieczną. I rzeczywiście coś w tym jest, bowiem od niemalże początku lektury towarzyszy czytelnikowi uczucie zagrożenia. Max Aue (główny bohater) kusi czytelnika swoimi słowami i myślami – fakt, że okraszonymi sprawną i efektowną retoryką. Problem w tym, że duża liczba jego argumentów jest niezwykle trudnych do zbicia. Czytelnik łapie się często na myśleniu – “on ma rację”. I tu tkwi zagrożenie. Wyobraźcie sobie bowiem przyznanie racji zbrodniarzowi, który mówi do nas tymi słowami: “Możemy także wyliczyć odstępy pomiędzy każdą kolejną śmiercią: daje nam to średnio jednego zabitego Niemca co 40,8 sekundy, jednego zabitego Żyda co 24 sekundy i jednego zabitego bolszewika co 6,12 sekundy, czyli średnio jedną ofiarę co 4,6 sekundy. (…) z zegarkiem w ręku, policzcie sobie: jeden trup, dwa trupy, trzy trupy… etc. co 4,6 sekundy, próbując “ujrzeć” je przed sobą kolejno: jeden, dwa, trzy trupy. Zobaczycie, to niezłe ćwiczenie medytacyjne.

Jesienne wieczory, pełne deszczu i szare dni, pełne ciężkich chmur to niezwykle wyjątkowy czas na lekturę powieści takiej jak “Łaskawe”. W sieci spotkać możemy taką ocenę “Łaskawych”: “Gigantyczny fresk historyczny przedstawiający ostatnie lata Trzeciej Rzeszy, wydarzenia na froncie wschodnim II wojny światowej i dzieje Zagłady. Wielowątkowa, licząca kilkaset stron epopeja nasycona aluzjami do greckiej tragedii, zbudowana na wzór suity Johanna Sebastiana Bacha. Filozoficzna przypowieść o Upadku i spotkaniu człowieka ze Złem. Powrót Mitu i jeszcze jedna konfrontacja z historią XX wieku, która u progu trzeciego tysiąclecia nadal pozostaje nie zagojoną raną…” – Pierwsza epopeja XXI wieku.

Baśnie

10 grudzień, 2008 RCA Dodaj komentarz

W dniu wczorajszym odebrałem i zdążyłem przeczytać wydaną właśnie w Polsce książeczkę Joanne K. Rowling – “Baśnie barda Beedle’a“. Jest to zbiór pięciu baśni, które są znane wszystkim małym i dużym czarodziejom. Osadzone są one w świecie znanym nam z powieści o Harrym Potterze. Jedną z nich znamy już z siódmej części cyklu. Baśnie są krótkie, sympatyczne, ale i wymowne. Komentarzem opatrzył je nie kto inny jak sam Albus Dumbledore. Z języka runicznego przełożyła Hermiona Granger.

Książeczka nie jest gruba – nie ma 600 stron. Nie ma ich nawet 100. Przeczytałem ją w dwie godzinki. Na spokojnie. Nawet mi się podoba. Bo pomimo magicznej otoczki i wyraźnego odniesienia się do dzieci jest pouczająca. Baśnie mają pouczać i pouczają. Moim zdaniem warto sięgnąć po tę pozycję, tym bardziej, że dochód przekazywany jest na cele charytatywne. Tym razem już całkowicie realne.

Na minus jedynie cena. 19.90 za takie małe wydanie to absolutnie zbyt wiele. Nawet jak na nasze ceny. Fakt – twarda oprawa, dobry papier, ładnie wydana. Ale 20 złotych to dużo.

Siewca Wiatru, Ruda Sfora, recenzja

7 grudzień, 2008 RCA 2 komentarzy

Zakończyłem czytanie dwóch powieści Mai Lidii Kossakowskiej – „Siewcy Wiatru” oraz „Rudej Sfory”. Czas podzielić się z Wami odczuciami względem tych książek. Jednym słowem wstępu – podobały mi się. Ale…

Ponad rok temu poznałem twórczość Mai Lidii Kossakowskiej wyrażoną w powieści „Zakon Krańca Świata”. Do wyżej wspomnianych powieści nie czytałem nic więcej z racji tego, że np. antologie opowiadań wszelakich najczęściej omijam szerokim łukiem. Tak też stało się względem Kossakowskiej. Opowiadań jej nie czytałem i czytać nie zamierzam – nie dlatego, że mi się mogą nie spodobać, ale dlatego, że gdy biorę do ręki książkę to chcę by zabrała mnie ona w podróż długą, nie kończącą się po chwili. Przystępując do tej mini recenzji – co pragnę podkreślić, gdyż nie jestem i nie pretenduję do roli krytyka literackiego, brakuje mi warsztatu i przygotowania merytorycznego, a pisać głównie będę o moich odczuciach względem poznanych pozycji – mam zatem porównanie trzech powieści Kossakowskiej: „Zakon Krańca Świata”, „Siewca Wiatru” oraz „Ruda Sfora”. „Rudą Sforę” skończyłem czytać w sobotni wieczór, moje wrażenia są wobec tego względnie silne i świeże.

Nie chcę Wam opowiadać o czym jest dana książka – chcę byście wzięli je do ręki i sami przeczytali. Nie będę się wgłębiał w fabułę i jej niuanse – powiem jedynie tyle, że w każdej z wyżej wymienionych powieści fabuła jest ciekawa i pozwala na odbycie ciekawej podróży do innych światów, a w zasadzie zaświatów. To jest pierwszy element, który w zasadzie łączy powieści Kossakowskiej. W każdej mamy alternatywny świat, w każdej mamy element duchowości, wyższych poziomów świadomości. W każdej w końcu mamy wizję apokaliptyczną względem świata, który opisywany jest w pierwszych słowach powieści. Oczywiście światy te, mimo, że tożsame powyższymi elementami, są światami różnymi i światami bardzo ciekawymi – w „Zakonie” mamy upadły świat cywilizacji, zniszczone miasta, zniszczone stosunki społeczne – to wszystko przywodzi na myśl wizję upadku tzw. Cywilizacji Zachodu (tfu! nie znoszę tego określenia), bohaterami są ludzie, nieco inni niż nasi sąsiedzi, ale jednak ludzie; w „Siewcy” mamy świat oparty na kosmologii angelologicznej – mamy siedem kręgów nieba i siedem kręgów piekła, mamy ziemię niczyją pomiędzy kręgami i mamy w końcu ziemię – bohaterami są głównie aniołowie – Ci prawomyślni i Ci upadli; w końcu w „Sforze” mamy świat oparty na mitologii ludów zamieszkujących tajgę syberyjską, w którym główną rolę odgrywają ludzie – szamani, ale i postaci i bogowie mityczni. Taka mała dygresja to to, że ów syberyjski świat bogów jawi mi się jako synteza mitologii wielkich religii monoteistycznych (mamy kręgi nieba i kręgi otchłani – piekła) i mitologii północnoeuropejskich i wschodnioeuropejskich opartych na znanym (mi ;P) głównie z mitologii germańskiej (skandynawskiej) drzewie – osi świata – wielkim Ygdrassilu. Koniec dygresji.

We wszystkich powieściach i światach Kossakowskiej pojawiają się istoty duchowe – są to potężne duchy, anioły (z całej anielskiej hierarchii), szamani, bohaterowie (w sensie istot nadprzyrodzonych), bogowie, czy wreszcie Stworzyciele. To jest ten drugi element łączący powieści Mai. On wypływa niejako z tego pierwszego. Trzeci ważny element, który jest podobny we wszystkich jej powieściach to postać głównego bohatera. Co łączy silnego i doświadczonego Larsa Bergesona z pół aniołem-pół upiorem Daimonem oraz niespełna trzynastoletniego Ergisa? Wszyscy mają za zadanie uratować świat – ten zarysowany na pierwszych stronach powieści. Uratować przed zmianami, które następują w rytm toczącej się opowieści. Bergeson walczy (czy raczej droczy się) z kastą swego rodzaju zakonników, którzy chcą narzucić i zdominować zasady rządzące światem, Daimon musi stanąć oko w oko z Antykreatorem, który pod nieobecność Boga zamierza zniszczyć Niebo i Piekło, czy wreszcie Ergis staje przed Stworzycielem by prosić go o interwencję w zabijanym przez Rudą Sforę świecie i ratunek dla niego.

Maja Lidia Kossakowska pisze ciekawie i w sposób przemyślany. Nie ma u niej miejsca na niedociągnięcia i na błędy merytoryczne – szczególnie w tak trudnej dziedzinie jak duchowość i mitologie, religie. Jej książki napisane są lekkim piórem, porywają do wspólnej podróży w głąb pokazywanego świata, ale i w głąb duszy głównych bohaterów. Kossakowska pokazuje nam, że dobro i zło są względne – nie ma czegoś takiego jak dobro czy zło absolutne, często okazuje się, że dobro jest złem, a zło potrafi być dobrem. To jest jedna z największych zasług Kossakowskiej – zmusza nas do spojrzenia na siebie samych z innej pespektywy, pokazuje, że świat nie jest tak prosty jakbyśmy tego chcieli, że ważne jest by podejmować właściwe wybory. Bo to one określają czy czynimy dobro, czy zło, tak samo jak wybory dobra z założenia wcale nie muszą nieść dobra, a wybory zła nieść zła. Każdy z nas ma w sobie i dobro i zło – być może to truizm, ale nie każdy z nas o tej prawdzie pamięta, czy chce pamiętać.

Jedyny mój zarzut wobec Kossakowskiej dotyczy właśnie zarysowanej wyżej schematowości jej powieści. Gdybym był nastawionym negatywnie do niej krytykiem to być może napisałbym, że czytając jedną powieść czytamy pozostałe – nie napiszę tak jednak z jednej przyczyny. Każda powieść Kossakowskiej odkrywa przed nami zupełnie inną rzeczywistość – innych ludzi, inne uczucia, punkty widzenia, czy właśnie wspomniane wybory. Po powieści Mai Lidii Kossakowskiej warto sięgać niezależnie od schematów w nich zawartych – każda bowiem pokazuje nam inny ciekawy świat pełen magii i duchowości – warto uciekać z Kossakowską w te światy, zostawić za sobą ten nasz rzeczywisty, a po powrocie z wycieczki spojrzeć na nas samych i otoczenie nieco inaczej. Maja Lidia Kossakowska pokazuje nam prawdy uniwersalne, to prawda, ale w dzisiejszych czasach nie jest to coś złego. Zbyt często o tych prawdach zapominamy i zastępujemy je czymś wygodniejszym. Zrywamy z naszą duchowością i rzucamy się w objęcia idei lekkich, łatwych i przyjemnych – powieści Kossakowskiej pokazują nam jak to może się skończyć.

Upoważnienie do szczęścia

18 listopad, 2008 RCA 2 komentarzy

Przepraszam za trzecią notkę w ciągu jednego dnia…

Katarzyna Grochola napisała książkę, która taki tytuł jakim opatrzyłem tę notkę. Dlaczego do tego nawiązuję? Książka owa jest o miłości, jej wyobrażeniu, nadziejach z nią związanych, a może przede wszystkim o rozczarowaniach, jakie ona często niesie. Nie o książce jednak chcę tu napisać, a o tym co we mnie.

Tytuł owej książki od paru tygodni cyklicznie do mnie powraca. Zaczynam wówczas się zastanawiać czy rzeczywiście istnieje coś takiego jak “upoważnienie do szczęścia” i jakie warunki winienem spełnić by takie upoważnienie otrzymać. Bo jeśli ktoś zada mi pytanie czy jestem szczęśliwy odpowiem szczerze, że nie jestem. A chciałbym być. Powiecie, że własne mieszkanie, praca, zdrowie to największe podstawy do szczęścia. Ja się nie zgodzę. Wolałbym oddać wszystko to co mam za to by nie być samotnym. Samotność odbiera szczęście i radość z pozostałych rzeczy. Czy człowiek by być szczęśliwym musi spełniać jakieś określone warunki? Co zrobić by samotność minęła i przyszło szczęście? Dlaczego miłość musi być tak odległa, a zarazem tak bliska i tak nieosiągalna – a wraz z nią szczęście, i brak owej samotności?

Upoważnienie do szczęścia to jak dla mnie radość z istnienia drugiej, tej ważniejszej, połówki. Ja jestem pewien, że spotkałem w swoim życiu taką drugą połówkę – tę, którą często szuka się na końcu świata, tę, przy której czas się zatrzymuje, a rozmowy toczą się o wszystkim i do późna. Tę, przy której nie straszne są noce, powroty do domu, smutki i problemy… Spotkałem ją – jestem tego pewien. Ale nie jest mi dane dzielić z nią szczęścia. Bowiem nie mam upoważnienia do szczęścia.

Musiałem w życiu zrobić coś wyjątkowo złego, skoro dziś moją karą jest cierpienie w samotności.

Jacek Piekara, “Płomień i Krzyż” tom 1.

2 listopad, 2008 RCA 1 comment

W świecie filmu funkcjonuje, i nie raz się z nim spotkaliście, takie określenie jak “prequel”. Jest toto opowieść snuta o wydarzeniach, które zdarzyły się przed inną opowiedzianą już historią. Dziś opowiem o prequelu-książce.

Pamiętacie, jak opowiadałem o czworoksiągu opowiadań o Mordimerze – licencjonowanym inkwizytorze biskupa Hez-Hezronu. Dziś skończyłem czytać pierwszy tom opowiadań pod tytułem “Płomień i Krzyż“. Są to hisotorie pokazujące skąd na świecie wziął się Mordimer, jak trafił do Akademii Inkwizytorium, kim była jego matka, jego mentor, jaką nosi w sobie tajemnicę, skąd się wzięli i kim są Bliźniacy… “Płomień i Krzyż to symbole Świętego Officjum, instytucji niosącej w świat ogień jedynej i prawdziwej wiary. Ale to również dwa przeciwstawne sobie znaki – jeden symbolizuje perskich magów ognia, drugi walczących z nimi prawowiernych chrześcijan.” Mamy tu same smakowite kąski – niezwykle piękną i niebezpieczną kobietę, parającą się dwiema wyjątkowymi profesjami, mamy tajemniczy Wewnętrzny Krąg Inkwizytorium, który jest równie niebezpieczny jak tajemniczy, mamy krwawy bunt chłopstwa w Cesarstwie i jeszcze krwawszą rozprawę z buntownikami, potężną perską magię płomieni, tajemnice, knowania, i wiele szokujących scen.

Księga ta otwiera nam opowieści o świecie, w którym Chrystus na krzyżu nie umarł. Całość czyta się z przyjemnością. Napisane jest lekkim piórem, autor fikcję wymieszał z historiografią, zarysował alternatywną historię, zbudował całkiem spójny świat głównego bohatera. Z niecierpliwością czekam na tom drugi, a później już na kolejne opowieści w książce “Rzeźnik z Nazeretu“. Gorąco polecam – jeśli jeszcze nie czytaliście nic o Mordimerze to zacznijcie od “Płomień i Krzyż”.

Teraz czas zabrać się za Maję Lidię Kossakowską… za oknem listopadowy, mglisty wieczór, z ledwo przebijającymi się przez tę mleczną zasłonę światłami okien sąsiadów i latarni ulicznych… z dźwiękami wyciszonymi puchem mgły… znakomity czas na kojeną, tajemniczą, pachnącą farbą drukarską opowieść przy kubku gorącej herbaty z cytryną i stopami opartymi na ciepłym kaloryferze…

Pilipiuk i Piekara

25 październik, 2008 RCA 5 komentarzy

Ostatnimi czasy pochłaniam książki w tempie niezwykłym nawet jak na mnie. “Przenajświętszą Rzeczpospolitą” Jacka Piekary połknąłem wręcz w czasie 7 godzin na trasie Legnica-Toruń w pociągu spółki PKP PR. Skończyłem dojeżdżając do Inowrocławia. Od tego czasu pochłonąłem także cztery (4!) książki Piekary i jedną książkę Andrzeja Pilipiuka.

Korzystając wobec tego z okazji, że znów sobie “bazgram blogaska” pozwolę zachęcić Was do poznania dzieł tych dwóch wyżej wymienionych autorów.

Aby rozwiać wstępne wątpliwości – nie chodzi mi o Kubusia Wędrowycza. Andrzej w ostatnim czasie stworzył i tworzy, jak mniemam w dalszym ciągu, znakomitą powieść osadzoną w średniowiecznej, okupowanej przez Danię, Norwegii, gdzie krzyżują się interesy rosnącej w siłę Korony Duńskiej i jednocześnie słabnącej Hanzy. Los chce, że w wir wydarzeń rzuconych zostaje kilka osób pochodzących z … XIX/XX/XXI wieku. Cykl powieści obejmuje w chwili obecnej 3 tomy, na wydanie oczekuje tom 4. Nazywa się to “Oko Jelenia” – “Droga do Nidaros“, “Srebrna Łania z Visby“, “Drewniana Twierdza“, i czwarta, która czeka na wydanie to “Pan Wilków“. Całość wydaje lubelska Fabryka Słów – skądinąd genialne wydawnictwo. Gorąco Wam tę pozycję polecam!

Przechodząc do Jacka Piekary – chciałbym w pierwszej kolejności przykuć Waszą uwagę do wspomnianej na wstępie powieści “Przenajświętsza Rzeczpospolita“. Zachęcę cytatem “Polska mogła wybrać wielkość, wybrała podłość…” Wydawnictwo Fabryka Słów lub/i Red Horse. Naprawdę warto przeczytać.

O Inkwizytorze Mordimerze słyszeliście? Czworoksiąg (a w przygotowaniu kolejne opowieści) o Mordimerze – “Sługa Boży“, “Młot na Czarownice“, “Miecz Aniołów” i “Łowcy Dusz” – to osadzone w alternatywnej średniowiecznej Europie opowieści o Inkwizytorze z Cesarstwa Niemieckiego – niezwykłe przygody jego i jego niezwykłych przyjaciół. Wszystko dzieje się ku chwale Wiary, która opiera się na tym, że w 33 r.n.e Chrystus… zszedł z krzyża i wymierzył swoim prześladowcom krwawą sprawiedliwość. Polecam szczególnie gorąco! Nabyłem już także pierwszy tom powieści “Płomień i krzyż“, która jest prequelem względem wymienionych wcześniej tytułów, jak przeczytam to napiszę parę słów.

W dalszej kolejności mam już do czytania dwie powieści Mai Lidii Kossakowskiej oraz “Łaskawe” Jonathana Littella. Tyle na razie. Zachęcam do dyskusji.

I jeszcze jeden, i jeszcze raz…

25 październik, 2008 RCA 3 komentarzy

Który to mój blog? Trzeci? Czwarty? Jakoś czwarty chyba. Parę ich było. Przy czym tylko jeden był naprawdę czegoś wart i bardzo mi szkoda, że go już nie ma. Nie żałuję, ale szkoda. Tak wyszło – inne uwarunkowania, splot lini przeznaczenia, jakkolwiek to ktoś nazwie.

Dziś zaczynam na nowo, i jeśli ktoś mnie zapyta dlaczego to odpowiem – nie wiem, bo chcę. Bo tak w zasadzie jest. Lubię pisać, czasem odczuwam wręcz potrzebę pisania, ale dlaczego akurat w formie bloga to nie wiem. Chcę i już. Mój świat jest dość dynamiczny, chociaż czasem mam wrażenie, że jest wręcz odwrotnie – że zatrzymał się w miejscu, że “dobre już było”, że nic się nie zmieni. Fakt jednak jest taki, że się zmienia. Na gorsze, czasem chwilowo na lepsze, ogólnie na gorsze jednak. I to boli. I właśnie może to sprawia, że zaczynam znów.

Kto ja jestem? Czekan mały… a serio to Ci co mnie znają, to znają, a Ci co będą stałymi czytelnikami poznają. Reszta wiedzieć nie musi.

O czym? O tym i owym. O mnie, moim świecie, fascynacjach, fetyszach wręcz, sukcesach, porażkach, smutkach, przemyśleniach, hobby. O książkach, które czytam/łem, filmach, które oglądam/łem, kuchni i kulinariach, mieszkaniu, problemach i trudnych tematach. Jednym słowem prawie o wszystkim. Prawie, bo pewnie nigdy nie napiszę o sprawach, o których napisać będzie mi trudno, lub napisać nie będę mógł. Nie będzie to blog w stylu http://sekswliceum.wordpress.com/, który choć czasem czytywany również przeze mnie, jest raczej w moim postrzeganiu świata na poziomie Faktu i Superekspresu, najeżony mało znaczącymi słowami i wydarzeniami. Nie żeby u mnie miało się zaraz zaroić od wiele znaczących słów i wydarzeń, ale ja o seksie w liceum, czy w pracy, na studiach, wakacjach, kempingach, przebieralniach sklepowych, pociągach, czy gdziekolwiek indziej, pisać nie zamierzam. Pozdrawiam Moje Liceum. Szczerze.

Ok, zatem jak już sobie zapewniłem pinga, czyli paru zaciekawionych czytelników z Liceum to zachęcam do zostania ze mną dłużej.