Archiwum

Posts Tagged ‘magia’

Magia zadumy

1 listopad, 2009 RCA 8 komentarzy

Uwielbiam chodzić po cmentarzach. Niektórzy powiedzą, że to dość osobliwe hobby, inni pokiwają głową ze zrozumieniem… Moja fascynacja cmentarzami zaczęła się przeszło dziesięć lat temu od nocnej wizyty na słupskim cmentarzu w centrum miasta.

Czytaj dalej…

Jesienna magia, magia jesieni.

23 wrzesień, 2009 RCA Dodaj komentarz

Spacer z pracy, skrajem parku, słuchanie muzy i delektowanie się chłodem wieczora, zapachem parku i bryzą znad stawu, światłami starego miasta i delikatnym szumem wiatru i liści na drzewach, pierwszym wieczorem tegorocznej jesieni… nastroiłem się. Bo tak ze mną jest, że jesień to moja ukochana i najbardziej wyczekiwana pora roku.

Czytaj dalej…

Ucieczka

9 marzec, 2009 RCA 1 comment

Czym dla Was są książki? Czy czytając książkę uciekacie w jej świat odseparowując się od swojego życia i otoczenia? Czy śledząc historie i przygody książkowych bohaterów identyfikujecie się z nimi i odnajdujecie w nich cząstki siebie, a w pojawiających się prawdach widzicie prawdy uniwersalne? Czytaj dalej…

Czekanowe pierniczenie (i pierniki nie mają z tym nic wspólnego).

20 styczeń, 2009 RCA 1 comment

Wzloty i upadki ma każdy z nas. Problemem jest nie to, że one są, ale to jak sobie z nimi radzić. Na to jednak nie ma złotego środka, tajemnej formuły, która pozwoli na uniknięcie smutków, zbytniego optymizmu, itd. Z drugiej jednak strony to chyba właśnie to czyni nas ludźmi, czyż nie?

Trudno mi zrozumieć pewne rzeczy, które dzieją się wokół mnie. Generalnie dotyczy to zarówno pracy jak i życia uczuciowego. Trudno mi znaleźć w sobie siłę, by to wszystko ciągnąć i wciąż podnosić się z kolan, na które rzucają mnie powtarzające się coraz częściej i częściej porażki. Nie tak miało być… I niby co ja mam z tym zrobić? Przecież nie zapadnę się pod ziemię, nie zniknę ze świata, nie odejdę w niebyt, nie spadnę w otchłań… a szkoda. Czytaj dalej…

Baśnie

10 grudzień, 2008 RCA Dodaj komentarz

W dniu wczorajszym odebrałem i zdążyłem przeczytać wydaną właśnie w Polsce książeczkę Joanne K. Rowling – “Baśnie barda Beedle’a“. Jest to zbiór pięciu baśni, które są znane wszystkim małym i dużym czarodziejom. Osadzone są one w świecie znanym nam z powieści o Harrym Potterze. Jedną z nich znamy już z siódmej części cyklu. Baśnie są krótkie, sympatyczne, ale i wymowne. Komentarzem opatrzył je nie kto inny jak sam Albus Dumbledore. Z języka runicznego przełożyła Hermiona Granger.

Książeczka nie jest gruba – nie ma 600 stron. Nie ma ich nawet 100. Przeczytałem ją w dwie godzinki. Na spokojnie. Nawet mi się podoba. Bo pomimo magicznej otoczki i wyraźnego odniesienia się do dzieci jest pouczająca. Baśnie mają pouczać i pouczają. Moim zdaniem warto sięgnąć po tę pozycję, tym bardziej, że dochód przekazywany jest na cele charytatywne. Tym razem już całkowicie realne.

Na minus jedynie cena. 19.90 za takie małe wydanie to absolutnie zbyt wiele. Nawet jak na nasze ceny. Fakt – twarda oprawa, dobry papier, ładnie wydana. Ale 20 złotych to dużo.

Rzeczywistość

10 grudzień, 2008 RCA Dodaj komentarz

Pogoda jest zjebana. Ja od dwóch dni mam jakiś dziwny nastrój, nie bardzo mam ochotę robić cokolwiek. I najlepsze jest to, że wiem z czego to wynika. Znów liczę kasę. I to jest jeden wielki zonk. Te wszystkie elementy finansowe, które są ode mnie absolutnie niezależne wkurwiają mnie najbardziej. Już wiem, że mi na pewne sprawy kasy zabraknie, a to mi ewidetnie spędza sen z powiek.

Ja nawet gotów jestem pracować gdzieś jeszcze niż obecnie. Z pracy do pracy. “Hej, co u ciebie? A w porządku, standardzik. Praca, praca, dom. Praca, praca, dom.” Nic tylko się pociąć. Najlepiej suchą bułką. Ale nawet jeśli chcę to nie mam takiej możliwości. Obecnie będę pracował na zmiany i to dość skutecznie blokuje mi możliwości inne. Moja ukochana firma zafundowała nam zmiany organizacyjne. Jest dobrze, ale pewne opcje się zamykają.

Co robi absolwent politologii w McDonaldzie? Sprzedaje frytki.

I co mam zrobić? Nie, nie pracuję w McD, ale mógłbym, nie? Życie. Najbardziej drażniące jest to, że jestem bezsilny i absolutnie nie mogę nic zrobić. E tam nie mogę – ktoś mi powie – mogę się zwolnić. No. Mogę. Tylko co wtedy?

Wkurwa mam. Widać? Najchętniej to bym się wyrwał na weekend z kieratu myśli i otoczenia. A w ogóle to dlaczego nie ma już magii? Chciałbym być magiem.

Sny

3 listopad, 2008 RCA 4 komentarzy

Lubicie śnić? Zakładając oczywiście, że nie śnicie koszmarów. Ja lubię śnić – kolejny sposób na ucieczkę z tego świata realnego. Chyba nie znam nikogo, kto by śnić nie lubił. Ze snami jest tylko jeden problem – rzadko kiedy w ogóle je pamiętamy. Ponoć aby sen zapamiętać nie wolno po przebudzeniu patrzeć w okno. Ponoć są też inne sposoby. Z doświadczenia wiem, że wszystkie one są mało efektywne. Mało kiedy udawało mi sie pamiętać swoje sny. Ostatnio jednak coś się zmieniło.

Raz, że śnię o wiele intensywniej niż kiedyś – obrazy, miejsca, osoby, sytuacje są wyraźniejsze, realniejsze. A dwa, że sny owe pamiętam. Nie wszystkie rzecz jasna, ale sporo i to mnie zaskakuje. Zaskakuje mnie także ich treść – spotykane w nich osoby, odwiedzane miejsca, sytuacje, w których biorę w nich udział. Pytanie powstaje – skąd taka zmiana, co na nią wpłynęło, co oznacza?

W sny uciekam z przyjemnością, gdybym umiał je wywoływać i wiedział, że np. wypicie szklanki mleka przed snem je przyniesie, że to działa, to bym pił przed snem szklankę mleka. Najgorsze w snach jest to, że się kończą, że dzwoni budzik i każe wstać do pracy…

Kategorie:eRCeAlia Tagi:, , ,

Jacek Piekara, “Płomień i Krzyż” tom 1.

2 listopad, 2008 RCA 1 comment

W świecie filmu funkcjonuje, i nie raz się z nim spotkaliście, takie określenie jak “prequel”. Jest toto opowieść snuta o wydarzeniach, które zdarzyły się przed inną opowiedzianą już historią. Dziś opowiem o prequelu-książce.

Pamiętacie, jak opowiadałem o czworoksiągu opowiadań o Mordimerze – licencjonowanym inkwizytorze biskupa Hez-Hezronu. Dziś skończyłem czytać pierwszy tom opowiadań pod tytułem “Płomień i Krzyż“. Są to hisotorie pokazujące skąd na świecie wziął się Mordimer, jak trafił do Akademii Inkwizytorium, kim była jego matka, jego mentor, jaką nosi w sobie tajemnicę, skąd się wzięli i kim są Bliźniacy… “Płomień i Krzyż to symbole Świętego Officjum, instytucji niosącej w świat ogień jedynej i prawdziwej wiary. Ale to również dwa przeciwstawne sobie znaki – jeden symbolizuje perskich magów ognia, drugi walczących z nimi prawowiernych chrześcijan.” Mamy tu same smakowite kąski – niezwykle piękną i niebezpieczną kobietę, parającą się dwiema wyjątkowymi profesjami, mamy tajemniczy Wewnętrzny Krąg Inkwizytorium, który jest równie niebezpieczny jak tajemniczy, mamy krwawy bunt chłopstwa w Cesarstwie i jeszcze krwawszą rozprawę z buntownikami, potężną perską magię płomieni, tajemnice, knowania, i wiele szokujących scen.

Księga ta otwiera nam opowieści o świecie, w którym Chrystus na krzyżu nie umarł. Całość czyta się z przyjemnością. Napisane jest lekkim piórem, autor fikcję wymieszał z historiografią, zarysował alternatywną historię, zbudował całkiem spójny świat głównego bohatera. Z niecierpliwością czekam na tom drugi, a później już na kolejne opowieści w książce “Rzeźnik z Nazeretu“. Gorąco polecam – jeśli jeszcze nie czytaliście nic o Mordimerze to zacznijcie od “Płomień i Krzyż”.

Teraz czas zabrać się za Maję Lidię Kossakowską… za oknem listopadowy, mglisty wieczór, z ledwo przebijającymi się przez tę mleczną zasłonę światłami okien sąsiadów i latarni ulicznych… z dźwiękami wyciszonymi puchem mgły… znakomity czas na kojeną, tajemniczą, pachnącą farbą drukarską opowieść przy kubku gorącej herbaty z cytryną i stopami opartymi na ciepłym kaloryferze…

Wisienka

28 październik, 2008 RCA 9 komentarzy

Czasem, gdy człowiek ogląda dużą ilość różnych filmów, uda się trafić na jakąś filmową scenę, która zapada w pamięć – wydaje się być wyjątkowa, jakaś “magiczna”, w każdym razie niezapomniana. Oczywiście każdemu w pamięć zapada co innego. Filmów oglądałem w swoim życiu wiele – mniej i bardziej ambitnych. Jest w tej formie rozrywki coś co mnie nieustannie pociąga i pochłania. Obecnie nie mogę się doczekać kiedy w Legnicy otwarte zostanie “normalne” kino. Niestety jestem wybredny więc dla mnie normalne oznacza multipleks. Cóż – życie. Z natury lubię wygodę i pewien standard “wykończenia”. Mniejsza o repertuar – ten nadrabiam dzięki  DVD i Media Markt. Ale wracając do tematu…

Jest taka jedna scena, która nieustannie siedzi w mojej głowie. Od blisko pięciu już lat. Pochodzi ona z filmu “Ocean’s 12″. Kto zgadnie, o którą scenę mi chodzi? Tak właśnie. Słynna scena “tańca z laserami”. Pomijając klimat tej sceny i jej niezwykłość, pewne oczywiste w niej uchybienia, nie mogę nie zwrócić uwagi na niezwykły motyw muzyczny będący do niej tłem… właśnie… tłem? Kto nie zna niech zobaczy.

No i co sądzicie? Czyż nie jest genialna? Tak mi ostatnio chodziła po głowie, że znów sięgnąłem po trylogię Oceana – specjalnie by obejrzeć tę scenę w ciągu reszty wydarzeń. Jak dla mnie to wisienka jest.