Cztery dźwięki, cztery słowa, cztery… [update]
Cztery ulubione piosenki. Bez zbędnych słów. Post zupdatowany 27.08.09 11:20 – dorzucono Wamdue Project i podmieniono link do Soul Asylum.
Cztery ulubione piosenki. Bez zbędnych słów. Post zupdatowany 27.08.09 11:20 – dorzucono Wamdue Project i podmieniono link do Soul Asylum.
Kawał sytuacyjny.
- Co robi ercea wracając z imprezy?
- Wiezie pięć książek…
Kawał poziomem nieodbiegający od tych na zajawkach reklam w Comedy Central. No ale… Niedzielny wieczór, na głośnikach “Lśnienie” i “Trujące Rośliny” Comy i przemyślenia 24 godzin spędzonych we Wrocławiu. Przespałem ze trzy także wybaczcie, drodzy moi czytelnicy, poziom i ogólnie ogładę niniejszego wywodu. A wywód będzie o dupach. Bo jakżeby inaczej.
Polacy potrafią robić dobre filmy. Nie raz, i nie dwa, się o tym przekonałem. Chociaż, co prawda, nasza kinematografia nie jest tak spektakularna jak Holly czy Bollywood, jednakże jest o wiele bardziej życiowa i dogłębniej analizuje podmiot, o którym opowiada – człowieka. Zwykłego człowieka takiego jak ja, czy Wy. W środę byłem z Kamą we Wrocławiu i całkowicie spontanicznie wybraliśmy się do kina. Gdy rzuciłem okiem na repertuar to mina mi zrzedła. “Nic ciekawego” pomyślałem. Jedną z pozycji był jednak polski film “Kochaj i Tańcz“, który został bardzo dobrze odebrany przez publiczność. Miałem mieszane uczucia bo oglądanie spoconej i wydepilowanej klaty Mateusza Damięckiego nie jest dla mnie jakimś magnesem. Zachęcony jednak recenzjami zaproponowałem byśmy poszli właśnie na to. Czytaj dalej…
Koncertowe wrażenia trudno opisać. Było genialnie. Sala pełna ludzi, skaczących, skandujących ‘Coma, Coma, Coma’, wreszcie pierwsze gitarowe brzmienia, pierwsze bębny perkusji, zaczęli!
Odnowa była pełna. Dosłownie i w przenośni. Dawno nie byłem na koncercie, który przyciągnął tak wiele osób. I to było piękne. Później było jeszcze lepiej. Wielkim pozytywnym zaskoczeniem były cztery duże LCD wiszące nad sceną, na których prezentowane były różne artystyczne instalacje multimedialne, dodało to całemu koncertowi genialnego wyglądu. Światła, nagłośnienie, Radio Eska Rock wszystko na piątkę! Minusami jak zwykle w Odnowie okazały się brak powietrza, duchota wyprodukowana przez setki osób, skraplające się na ścianach gorące powietrze. Reszta była genialna. Wspaniała atmosfera, ludzie, ekipa z którą poszedłem na ten koncert. Warto było!
Coma zagrała swoje najlepsze kawałki z dwóch pierwszych płyt, i okrasiła je najnowszymi z trzeciej płyty – Hipertrofii. Przeplatały się ze sobą tworząc niezwykłą kompozycję, przy której wszyscy bawili się bez względu na upał i zmęczenie. Koncert trwał ponad 1.5 godziny, a wcześniej około 30 minut grała poprzedzająca ekipa supportowa. Nawet nie wiem jak się nazywała. Koncert miał obsuwę, jakieś pół godziny. Ale to przecież jest bez znaczenia. Było niesamowicie. I gdybym mógł iść znów to bym poszedł. Brakowało mi tylko jednej osoby do szczęścia. Tej, z którą byłem poprzednio na koncercie Comy w Legnicy, półtora roku temu. Szkoda, że Cię nie było.
Coma, Hipertrofia – sama płyta jest wyjątkowa. Jak stwierdził wczoraj Asfalt – trzeba ostro mieć zrytą psychę by zrozumieć co artyści chcieli w swoich tekstach powiedzieć. Widać psyche mam zrytą, bo sporo rozumiem. Coma jest kapelą wyjątkową. Hipertrofia to jeden wielki eksperyment. Słychać w nim, że kapela szuka nowych ścieżek i brzmień. Mamy klasycznego rocka, mamy też jego pochodne, trafia nam się kawałek bluesowy (zajebisty!) ale i jeden taki, który określiłem mianem “taki feelowaty jakiś jest”. Płyta, a w sumie dwupłytowy album, jest czymś innym niż dwie poprzednie płyty Comy. Kapela się rozwinęła, osiągnęła nowy, wyższy poziom. Gdzieś na blogu spotkałem się z opinią, że teksty Comy są ich najsłabszym ogniwem. Ja się z tym nie zgodzę. Teksty wymagają abstrakcyjnego podejścia i spojrzenia na nie przez pryzmat pewnych wydarzeń, czy wręcz narodowych przywar Polaków.
Podsumowując powyższy chaos – WARTO WARTO WARTO iść na koncert i warto nabyć Hipertrofię i pozwolić sobie na odpłynięcie w tą niezwykłą podróż z Comą.
Właśnie się skończył. Prawda? Kto miał? Przyznać się. Ja nie miałem. W poniedziałek, kiedy większość radośnie wypoczywała byłem normalnie w pracy. Dziś, kiedy większość radośnie spacerowała i cieszyła się z 90 lat niepodległości kraju, ja siedziałem na budowie. Wczoraj po pracy też siedziałem na budowie, i w sobotę siedziałem… i w piątek… jedynie niedziela była wolna od tej przyjemności. Spędziłem ją w domu odpoczywając, grając, oglądając film i słuchając muzyki. Nic nie ugotowałem, bo w sklepie nie dostałem tego co chciałem, więc zrobiłem coś z mrożonki. Samo życie.
Ale za to na budowie coś się zaczęło posuwać do przodu. Jedni goście kończą robić ściany, które i tak będą szły do poprawek… a właściwa ekipa (1/3 ekipy – 1 człowiek – by być ścisłym) zrobiła już jedną ścianę w łazience – yuppi! Po tym jak wreszcie przerobiliśmy wodę i kanalizację, przesunęliśmy gniazdko, które w innym wypadku wyszłoby w kabinie (sic!), wysmarowaliśmy wszystko folią w płynie, dziś udało się właśnie zrobić tę ścianę. Dobrze jest. Jutro dalej. W piątek za to rusza robota w kuchni – fartuch, terrakota, wzmocnienie barku. Trzy dni i kuchnia gotowa będzie na przyjęcie mebli – te z kolei będą dopiero za czas jakiś.
Od wczoraj słucham namiętnie Hipertrofii - nowego albumu Comy – i mówię wprost, bez ogródek – jest zajebisty! Szerszą recencję zamieszczę na dniach – być może jutro, a może pojutrze. Zobaczę jak będzie z weną do pisania. Powiem tylko tyle, że nie mogę się doczekać koncertu…
Z innych spraw – miałem ochotę napisać dziś o tęsknocie, przyjaźni, o cyklach zmian w moim życiu, o jesieni, wietrze, liściach na chodnikach, o dniu niepodległości, patriotyzmie, i tak dalej… nie napiszę, bo i tak nikt tego nie czyta, ani nikt nie komentuje. Co prawda piszę dla siebie, ale tyle to ja mogę w środku, w Czesiu…
Szczerze mówiąc to nawet nie wiedziałem, że “Coma” pracuje nad nowym albumem. A tu dziś ładne zaskoczenie. Świetnie. Od dłuższego już czasu wciąż i wciąż słucham obu jej dotychczasowych albumów – “Pierwsze wyjście z mroku” i “Zaprzepaszczone siły wielkiej armii świętych znaków”. Ta kapela ma coś w sobie. Jej muzyka przechodzi przez człowieka, każe się zastanawiać, słowa-klucze wybudzają wyobraźnię, klimat wprowadza w wrażenie oderwania się od świata – tak jakbyśmy słuchając tej muzyki wyobrażali sobie świat abstrakcyjny, podobny do naszego, ale jednak inny – mi się cisną porównania z powieścią “Zakon krańca świata” Mai Lidi Kossakowskiej, lub też z grą “Tension”, która właśnie niedawno weszła na nasz rynek. Dziś dowiedziałem się, że “Coma” właśnie wypuszcza nowy dwupłytowy (!) album zatytułowany “Hipertrofia”. Zaplanowana data wydania to 10.11.2008. Nie mogę się doczekać.
Promującym nową płytę kawałkiem jest “Zero osiem wojna”, do którego nakręcony został już teledysk:
Lada dzień rusza (a może już ruszyła?) trasa koncertowa promująca nowy album. “Coma” zagra między innymi w moim ukochanym Toruniu, w Odnowie 27.11.2008 roku. Na onecie w dziale muzycznym dostępne jest kilka kawałków do posłuchania – wszystkie pochodzą z nowej płyty i muszę powiedzieć, że mi się podobają.
Najnowsze komentarze