Podróże kształcą – powszechnie znana prawda jest jak najbardziej aktualna. Nie dalej jak wczoraj rano udałem się w podróż do Kamy do Ludwikowic Kłodzkich w Górach Sowich, rzut beretem od Nowej Rudy leżących. Pojechałem naprawić zepsuty komputer i pogadać z dawno nie widzianą miłością mojego życia. Nie wchodząc w szczegóły powiem, że tak dobrego weekendu nie miałem już bardzo dawno. Gadaliśmy szczerze, sympatycznie, bawiliśmy się z małym pieskiem (he he he) i w ogóle było tak jak być powinno. Szkoda, że tak krótko i nie wiadomo kiedy, i w ogóle czy, się powtórzy. Chciałbym. Dziękuję za wszystko :)
Ale wracając do podróży… Rozpocząłem ją od wyjazdu na PKS trochę wcześniej – zaplanowałem zjeść śniadanie na dworcu w oczekiwaniu na autobus. Już będąc tam wpadłem na pomysł by udać się do ostatniego chyba w Legnicy baru mlecznego. Był to najprawdziwszy bar mleczny z epoki, kiedy wszystkim nam było lepiej (części z Was pewnie nie było nawet wcale ;P). Klasyczny, full wypas, klimatyczny bar mleczny. I tak… sztućce miały wyryte cyrylicą info o producencie i uwaga… numerki miały!, na talerzach stało klasyczne logo społem, zaś herbatę dostałem w szklance na spodeczku! Rewelacja! Za marne grosze zjadłem sobie podwójną jajecznicę na maśle i zagryzłem dwiema bułkami. Najadłem się jak mało kiedy na śniadanie się najadam. To było piękne. Niestety, jak się dowiedziałem od pani za ladą – fachowo nazywanej ekspedientką ;) – bar będzie zamykany, bo leciwy już właściciel sprzedał go jakiemuś młodemu. A młody zrobić pewnie będzie chciał jakiś pub, albo co innego. Kicha. Tak czy inaczej – kto żyw i w stanie niech pędzi do Legnicy gdzie na przeciw dworca głównego jest rewelacyjny bar mleczny.
Sama podróż PKSem minęła mi dość szybko, a autobus najgorszy nie był. Ot taki mały żuczek od Zasady. Średnio wygodnie, ale zawsze. Wracając miałem wygodniej. Jesienna pogoda dziś dała się we znaki – obserwowałem z okien autobusu ciężkie deszczowe chmury, nabrzmiałe od wody, gotowe w każdej chwili zrosić zziębniętą przenikliwym i silnym wiatrem ziemię. Nie zrosiły. Ale zimno było i już pewnie tak będzie.
Lubię podróżować, choćby tak niedaleko jak do Kamy. Lubię odrywać się od kieratu codziennych powtarzalnych czynności, zrobić coś innego, skierować myśli na inne tory. Przede wszystkim jednak lubię obserwować to jak piękna jest Polska – i to niezależnie od pory roku.
Najnowsze komentarze