Archiwum

Posts Tagged ‘praca’

King of my castle…

26 luty, 2009 RCA 3 komentarzy

Ten kawałek powstał w 1999 roku. 10 lat temu. I niezmiennie mi się podoba. Jest w nim coś takiego co mi zawsze gdy go słyszę to sprawia radość.

Siedzę sobie w pracy. Jest po 24.00 a przede mną jeszcze 7 godzin pracy, za mną 5. Druga nocka w życiu, druga nocka w tym miesiącu. Jest ok. Siedzę całkowicie sam. Nie ma żywej duszy. No chyba, że policzymy nie mogących spać Klientów. Chwila relaksu.

Postanowienia i marzenia

1 styczeń, 2009 RCA 3 komentarzy

Nowy rok to najczęściej także nowe nadzieje, marzenia i postanowienia. Ja sobie wczoraj pewne marzenia i nadzieje, oraz postanowienia poczyniłem. Nic wyszukanego, nic dużego, ot marzenia i postanowienia zwykłego człowieka.

Postanowienie nr 1. to decyzja by bardziej konsekwentnym i cierpliwym w podejmowanych działaniach. Np. w tym kiedy za kilka dni rozpocznę kurs językowy, o którym w marzeniu nr 2. poniżej. By wystarczyło mi motywacji i cierpliwości do dokończenia tego co zacznę – czy wspomnianego kursu, czy wiecznie odkładanej książki, czy innych rzeczy.

Postanowienie nr 2. to decyzja by wreszcie przestać gadać, że coś zrobię, tylko to zrobić. Tu dobry przykład to niejako znów to co znajdzie się pod marzeniem nr 2., ale także i wspomniana książka czy dbanie o siebie – zdrowsze żarcie, jakiś basen… pomiary wagi i cholesterolu wołają o pomstę do nieba.

Postanowienie nr 3. to decyzja o tym by nauczyć się szanować sam siebie. Bez komentarza i rozwijania.

Marzenie nr 1. jest marzeniem wielkim. Marzeniem jednak na tyle dla mnie ważnym, że akurat nim się nie podzielę. Dotyczy sfery uczuć, która to sfera obecnie jest nadwyrężona, i szczerze mówiąc nie chcę jej eksponować. Nie warto pokazywać ludziom wraka.

Marzenie nr 2. o którym wyżej już wspomniałem, a które właśnie zamierzam sobie spełnić to zapisanie się i ukończenie kursu języka arabskiego. Tak, jestem poryty. Ale już od paru lat łazi za mną taki kurs i z przyjemnością wreszcie go sobie dostarczę. To marzenie akurat zależy w całości ode mnie. Sprytnie, prawda?

Marzenie nr 3. to marzenie z gatunku standardowych. By w pracy dali zarobić, a życie nie przynosiło tylko kłód pod nogi. By nowe mieszkanie spełniło swoją rolę, bym był zdrowy itd. Chociaż akurat z tym zdrowiem to jeśli ciężko nadle zachoruję to też nie będę się przejmował. Kwestia właśnie owego wraka.

Mam małą nadzieję, że uda mi się spełnić te marzenia i postanowienia. Trudno będzie. Wbrew pozorom nie są to błahe i proste rzeczy i sprawy, a życie nauczyło się, że mnie można kopać po dupie, a ja dalej będę wstawał i szedł na przód. Ot taka moja cecha.

Mówią, że po nocy przychodzi świt

15 grudzień, 2008 RCA 2 komentarzy

Ósma rano i test z procedur… lepiej być nie mogło. Szczególnie po nieprzespanej nocy. Spałem może ze dwie godziny w sumie, ledwo patrzę na oczy, za chwilę muszę się zalogować do konsoli i rozpocząć nowy etap pracy w mojej wspaniałej (not!) firmie…

Tylko mam jedno pytanie – dlaczego wszystko musi się tak komplikować, zawsze wtedy, gdy powinno być ok? Dziś wieczorem wreszcie napiszę o wampirach. Teraz nie będę pisał nic więcej.

Kategorie:eRCeAlia Tagi:, , ,

Rzeczywistość

10 grudzień, 2008 RCA Dodaj komentarz

Pogoda jest zjebana. Ja od dwóch dni mam jakiś dziwny nastrój, nie bardzo mam ochotę robić cokolwiek. I najlepsze jest to, że wiem z czego to wynika. Znów liczę kasę. I to jest jeden wielki zonk. Te wszystkie elementy finansowe, które są ode mnie absolutnie niezależne wkurwiają mnie najbardziej. Już wiem, że mi na pewne sprawy kasy zabraknie, a to mi ewidetnie spędza sen z powiek.

Ja nawet gotów jestem pracować gdzieś jeszcze niż obecnie. Z pracy do pracy. “Hej, co u ciebie? A w porządku, standardzik. Praca, praca, dom. Praca, praca, dom.” Nic tylko się pociąć. Najlepiej suchą bułką. Ale nawet jeśli chcę to nie mam takiej możliwości. Obecnie będę pracował na zmiany i to dość skutecznie blokuje mi możliwości inne. Moja ukochana firma zafundowała nam zmiany organizacyjne. Jest dobrze, ale pewne opcje się zamykają.

Co robi absolwent politologii w McDonaldzie? Sprzedaje frytki.

I co mam zrobić? Nie, nie pracuję w McD, ale mógłbym, nie? Życie. Najbardziej drażniące jest to, że jestem bezsilny i absolutnie nie mogę nic zrobić. E tam nie mogę – ktoś mi powie – mogę się zwolnić. No. Mogę. Tylko co wtedy?

Wkurwa mam. Widać? Najchętniej to bym się wyrwał na weekend z kieratu myśli i otoczenia. A w ogóle to dlaczego nie ma już magii? Chciałbym być magiem.

Takie tam…

1 grudzień, 2008 RCA 6 komentarzy

Miałem przez ostatnie dni kilka pomysłów na napisanie notki. Wczoraj na dworcu PKP Wrocław Główny, siedząc w restauracji KFC i czekając na pociąg do Legnicy już nawet zaczynałem notkę pisać. Ostatecznie nic z tego się nie stało. Notka nie powstała.

Dziś mamy 1 dzień grudnia, a przysiągłbym, że jeszcze chwilę temu była wiosna. Od rana siedzę na szkoleniu w ramach mojego nowego stanowiska pracy. Zapowiada się bardzo nudny miesiąc. Nie ma o czym pisać. A co gorsza, nawet nie powinienem o tym pisać. Więc nie będę.

Notkę piszę by podzielić się z Wami moim cierpieniem ;) Nic mi się nie chce. Poranek był wyjątkowo ciężki, kilka dni zwolnienia i weekend mnie rozleniwiły. Nie chciało mi się absolutnie wstawać i iść do pracy. No ale jakoś się zwlokłem i oto jestem…

Pojawiać się zaczynają plany na sylwestra. Póki co dostałem jedną ciekawą propozycję, która, czego nie ukrywam, będzie moim faworytem. Zgódź się!

Dobrze mi zrobiła kilkudniowa przerwa od pracy i urządzania mieszkania. Niestety – wracamy do rzeczywistości. A Wam jak się udał weekend?

Kilka spraw

25 listopad, 2008 RCA 1 comment

Tak wyszło, że przez kilka ostatnich dni nic nie pisałem. Dziś napiszę za to trochę więcej. Zacznę od podziękowania dla Was. Dokładnie miesiąc temu rozpocząłem ponownie pisanie bloga. W tym czasie odwiedziliście mnie ponad 1200 razy, co jest wynikiem, którego się nie spodziewałem. In plus. Cieszę się, że wracacie tu i czytacie, komentujecie. Proszę o więcej i obiecuję, że nie będzie nudno – no może czasem. Dzięki jeszcze raz.

W niedzielę byłem we Wrocławiu, gdzie potężnie zmarzłem… spędziłem go w przemiłym towarzystwie Sebastiana, któremu pomagałem wybrać laptopa. Mam nadzieję, że laptop się podoba i sprawuje dobrze. Wspólne łażenie po zimnym mieście, rozmowy, śmiech, zabawa – ekstra. Obiad i miło spędzone popołudnie w Magnolii jeszcze lepsze! Chcę więcej i już zapisuję się na powtórkę.

Budowa idzie do przodu – następne fotki wkrótce. Dziś przyjeżdża piekarnik i okap – w sumie przyjechał już wczoraj, ale było po 21 i pognałem kuriera precz. Dziś ma być. Dziś idę także do lekarza, szykuje się małe zwolnienie lekarskie – cóż zrobić.

Prywatnie pozytyw, budowa pozytyw, za to w pracy zonk na całej linii. I chuj. Nie będę pisał bo nie chcę się denerwować. Dość, że jest mi cholernie przykro i wielki żal mnie zżera. Życie.

A jednak wyszła krótka notka. Nie mam nastroju na pisanie.

Koniec smutków

19 listopad, 2008 RCA Dodaj komentarz

Nie ma co się wyflaczać o tym jak jest źle, czy smutno. Wczoraj wieczorem to zrozumiałem. I słusznie poniekąd jest tak postępować by nie zatruwać sobie wszystkiego smutkami.

Będzie co ma być.

Cholery dostaję z wykończeniem mieszkania – kasa płynie, a wciąż jest kupa roboty. Wczoraj przyszło już łóżko (160×200) i szafeczki do sypialni, dziś przyszły drzwi wewnętrzne, wczoraj zamówiłem piekarnik i okap do kuchni – płytę już mam. Wykańczanie łazienki jest w fazie końcowej – dziś podwieszany jest sufit i montowane oświetlenie, jutro rusza praca z podłogą, a już po niej fugowanie i biały montaż. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mógł jakieś zdjątko tu wkleić. Dziś na szczęście, z trzydniowym poślizgiem rozpoczęte zostały prace z kuchnią – start to zagruntowanie i wyrównanie ściany, oraz wzmocnienie podpory barku. Dobrze, że ruszyło, chociaż to wszystko dzieje się za wolno. Wciąż czekam na dostawę mebli kuchennych. Kupiłem też już farbę do sypialnii – Beckers Misty Green. Nadal jednak nie mam pomysłu na to jak pomalować pokój dzienny…

Drugiej cholery dostaję w pracy od oczekiwania na jakiekolwiek informacje względem efektów odbytych rozmów kwalifikacyjnych… nadal cisza, nadal nikt nic nie wie. Może jutro?

I tak o. Do domu wróciłem chwilę temu. Wreszcie coś zjadłem, ale i tak potężnie boli mnie głowa. Mam wrażenie, że bierze mnie jakieś przeziębienie, chociaż mam nadzieję, że to jedynie wrażenie. I co jeszcze napisać? Nic specjalnego. Celujemy w 1000 odwiedzin na miesiąc istnienia bloga – wiecie? Wszystko wskazuje, że ów 1000 przekroczymy zanim nastanie miesięcznica.

Czejndżys…

7 listopad, 2008 RCA Dodaj komentarz

No to zaczynamy. Dziś rano dostałem zaproszenie na rozmowy kwalifikacyjne do Wrocławia. W mojej dotychczasowej jednostce zachodzą zmiany, których efektem jest, między innymi, powstanie nowych stanowisk, i otwarta na nie rekrutacja. Jedna mała zmiana to praca nie w Legnicy, ale we Wrocławiu. Bo to jakie będą zadania ma znaczenie drugorzędne, tym bardziej, że wydają się być ciekawe i “perspektywiczne”.

Zatem w najbliższy czwartek, 13-tego ;), o godzinie 9 muszę się pojawić we wrocławskiej części Firmy. Tremy nie mam bo nie spodziewam się niczego ponad standardową rozmowę kwalifikacyjną. No i nie mam strachu co będzie jeśli się rozmowa nie uda, albo tego stanowiska nie dostanę. Pracę dalej będę miał, dalej w Firmie, inne stanowisko. Nie stracę na tym, a tak czy inaczej podobać mi się będzie. Z tymi zmianami tak już jest, poza tym chętnych jest zawsze więcej niż możliwych do obsadzenia struktur. Zmiany…

Dziś rozmawiałem z ludźmi z toruńskiej części Firmy, z którymi pracowałem zanim przeniosłem się do części legnickiej, i we wszystkich rozmowach pojawiło się jedno pytanie, które na swój smutny sposób mnie rozbawiło – kiedy się żenię. Ano nie żenię się. I nic nie zmieni się w perspektywie dłuższego czasu. Pewne marzenia nie spełnią się póki co. Może za to spełnią się inne. Coś za coś. Jak zawsze.

Pogodę jesienną kocham wręcz, ale od dwóch dni mnie drażni, bo przez nią nie schną mi gładzie na ścianach w mieszkaniu… jeśli uda mi się wprowadzić w listopadzie to będzie cud… ale coraz bardziej realną granicą staje się “do świąt”… co mi skutecznie psuje nastrój. I znów zmiana…

Co do dalszych zmian – wczoraj postanowiłem się porywać na pewien projekt, do którego mnie zainspirowały ostatnie wydarzenia w USA. Póki co nie powiem nic więcej, ale zacząłem już działać – zakupiona jest domena, zamówiony pewien projekcik graficzny, i myślę jak będzie najlepiej zrobić. Ale to już na spokojnie przyjdzie na to pora. Powoli.

Kiedyś napisałem jakiś banalny wierszyk o zmianach, w czasach gdy jeszcze wierszyki pisałem. Dziś wciąż myślę o słowach jakich wówczas w nim użyłem. Banalny był, zbyt banalny, więc nie będę go tu publikował, bo wstyd by był :)