Archiwum

Posts Tagged ‘przyjaźń’

Idealizm vs. Pragmatyzm.

13 listopad, 2009 RCA 3 komentarzy

Rozmowy o życiu, śmierci i ogólnie o wszystkim to pewien wyznacznik poziomu naszej ekipy. Przedwczoraj balowaliśmy, wczoraj spokojnie rozmawialiśmy. No i właśnie w trakcie tej rozmowy wywiązała się bardzo ciekawa dyskusja na temat podejścia do życia w sytuacji stanięcia przed wyborem pomiędzy ideą – lojalnością i zaufaniem, a zwyczajnym zimnym i skalkulowanym na osobisty zysk pragmatyzmem. Katalizatorem tej dyskusji stała się historia związana z ostatnią pracą koleżanki naszego przyjaciela, a która dołączyła do nas i broniła twardo swego stanowiska, które wprawny czytelnik już zapewne określił mianem opozycyjnego wobec naszego. Ale o tym za chwilę. Czytaj dalej…

Na kozetce…

26 październik, 2009 RCA 8 komentarzy

Miałem wczoraj napisać notkę, a nawet dwie, o tym co było do powiedzenia. Nie napisałem. I jak to zwykle bywa już nie napiszę. Ot ulotność chwili – tzn. wiem o czym miałem pisać, ale jakoś straciło to priorytet. Mamy nowy tydzień, znów do pracy pora, i ogólnie wczorajszy wieczór dał mi sporo do myślenia.

Czytaj dalej…

Book of Love

10 wrzesień, 2009 RCA 10 komentarzy

The book of love is long and boring
No one can lift the damn thing [...]

The book of love is long and boring
And written very long ago [...]

Peter Gabriel – Book of Love – kawałek jest genialny. Poznałem go dziś dokańczając oglądanie ostatniego sezonu, ostatniego odcinka, ostatnich minut serialu “Scrubs” (znanego w Polsce pod tytułem “Hoży Doktorzy”). Piosenka i jej wymowa doskonale wpisała się w moje przemyślenia z ostatnich dni – w sumie przez cały urlop bawiąc się i rozmawiając z przyjaciółmi o życiu, jego wyzwaniach, naszych oczekiwaniach oraz sukcesach i porażkach, myślałem o tym jakie są związki.

Czytaj dalej…

High School Musical – siła muzyki i przyjaźni

5 sierpień, 2009 RCA 5 komentarzy

HSM1Wczoraj uciąłem sobie maraton – nie, nie biegłem nie wiadomo ile i nie wiadomo gdzie. Zrobiłem sobie maraton filmowy. Obejrzałem wszystkie trzy części filmu “High School Musical”, w którym w głównych rolach występują Zac Efron oraz Vanessa Hudgen. Ja generalnie musiciale lubię – “Chicago”, “Mulin Rouge”, “Sweeney Todt”, i inne. Jest coś w tych zbiorowych scenach co daje mi jakąś dziwną radochę. A i teksty piosenek same w sobie dużo niosą.

“High School Musical” omijałem dotąd z daleka. Jakoś tak irracjonalnie – nie miałem ochoty. Ostatnio trafił mi jednak w łapki box wszystkich trzech części, więc wiedziony ciekawością zasiadłem wczoraj wieczorem i do 3 w nocy oglądałem. Film(y) bardzo mi się spodobał(y). Ja ogólnie lubię filmy traktujące o amerykańskich liceach, koledżach, itp. Zawsze dzieje się w tych filmach coś zabawnego – i o ile “High School Musical” to nie jest oczywiście “Road Trip”, czy “American Pie” to właśnie przez to, że nie jest jest o wiele ciekawszy.

Czytaj dalej…

Dobrze już było…

9 maj, 2009 RCA Dodaj komentarz

Przewodnim hasłem wczorajszego wieczora były słowa “dobrze już było”… po ich wypowiedzeniu zewsząd i z każdej strony małej salki dobiegł pomruk znany z reklamy Budweisera “tru… tru…”. Coś jest na rzeczy. Raz, że spotkałem wczoraj z dawna nie widzianych znajomych (Kubas na mnie nawet nakrzyczał ;)), dwa, że jak się okazuje wszystkich dopadła tzw. “proza życia”, trzy, że wcale nie jest tak kolorowo jakby na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.

Czytaj dalej…

Medialna papka a XXI-wieczny park.

13 listopad, 2008 RCA 1 comment

Siedzę sobie w restauracji KFC, znajdującej się na najniższym poziomie Galerii Dominikańskiej w stolicy Dolnego Śląska – Wrocławiu. Dzięki Bogu i jako takiej inteligencji wziąłem dziś ze sobą laptopa podejrzewając – słusznie – że pomiędzy sprawami zawodowymi, które mnie dziś do Wrocławia przyniosły, a prywatnymi, które rozpoczną się po 15, będę miał kilka godzin dla siebie. Zatem siedzę sobie w tym KFC, które zaskoczyło mnie darmowym i szybkim, ogólnodostępnym Wi-Fi i piszę notkę.

Chwilę temu zjadłem Zingera i 3/4 Grandera – pozostałą 1/4 zjadł krążący po restauracji Murzyn, który co prawda ma na sobie płaszcz i spodnie od garnituru, chyba ma nawet koszulę, krawat i marynarkę, ale widać, że albo dostał w mordę od naszych tolerancyjnych pobratymców, albo nie stać go na jedzenie. Obok świergoczą jakieś podlotki z pierwszych klas liceum, lub ostatnich klas gimnazjum – nie wiem co gorsze. Wokół pełno ludzi, którzy robią zakupy, jedzą, rozmawiają, śmieją się, spacerują, czy zwyczajnie zabijają czas siedząc obok pobliskiej fontanny. Galeria Handlowa to XXI wieczny odpowiednik parków, spacerowisk i nadrzecznych bulwarów. Pełen koloryt ludzi, zachowań, jedzenia, sklepów, słów…

Zjadłem sobie to co zjadłem i poczytałem przy okazji wiadomości ze świata – XXI wiek ma to do siebie, że mogłem to zrobić nie wachlując się przy okazji płachtą gazety. Ot serwisy internetowe i trzy popularne portale. I wiem wszystko. Wiem, że przypadkowo lecząc białaczkę niemieccy lekarze wyleczyli gościa z AIDS – szczęściarz!, wiem, że Kaczyński woli japońskiego Cesarza od francuskiego prezydenta, bo nie podoba mu się to, że Sarkozy chciałby spotkać się z nim w tym samym dniu, w którym spotykać się będzie z Wałęsą, wiem, że 20 najbogatszych państw świata lada dzień rozpocznie nowe “Breton Woods”, a przy okazji ONZetowska agenda ds. ekologii chce wymusić na nich dbanie o klimat planety, wiem, że Wałęsa krytykuje związkowców za to, że Ci okupują biuro poselskie Premiera Tuska, wiem, że giełdy znów pikują, są zamykane, że Łotwa nacjonalizuje banki zwalając winę za to na Szwedów, że Miedwiediew wspaniałomyślnie rozważa “opcję zero” względem tarczy rakietowej i rakiet Iskander, i wiem, że wielu świrów żeruje na dacie 21 grudnia 2012 roku.

I w sumie z tej medialnej papki nic nie wynika. Patrzę na alarmujące nagłówki, na jakąś taką medialną propagandę katastrofy i widzę w tym samym momencie roześmianych – a może nie – ludzi, słyszę kłótnie o cenę sheaka, torby pełne zakupów itd. Pozostaje pytanie – co tu nie gra?

Długi weekend

11 listopad, 2008 RCA 1 comment

Właśnie się skończył. Prawda? Kto miał? Przyznać się. Ja nie miałem. W poniedziałek, kiedy większość radośnie wypoczywała byłem normalnie w pracy. Dziś, kiedy większość radośnie spacerowała i cieszyła się z 90 lat niepodległości kraju, ja siedziałem na budowie. Wczoraj po pracy też siedziałem na budowie, i w sobotę siedziałem… i w piątek… jedynie niedziela była wolna od tej przyjemności. Spędziłem ją w domu odpoczywając, grając, oglądając film i słuchając muzyki. Nic nie ugotowałem, bo w sklepie nie dostałem tego co chciałem, więc zrobiłem coś z mrożonki. Samo życie.

Ale za to na budowie coś się zaczęło posuwać do przodu. Jedni goście kończą robić ściany, które i tak będą szły do poprawek… a właściwa ekipa (1/3 ekipy – 1 człowiek – by być ścisłym) zrobiła już jedną ścianę w łazience – yuppi! Po tym jak wreszcie przerobiliśmy wodę i kanalizację, przesunęliśmy gniazdko, które w innym wypadku wyszłoby w kabinie (sic!), wysmarowaliśmy wszystko folią w płynie, dziś udało się właśnie zrobić tę ścianę. Dobrze jest. Jutro dalej. W piątek za to rusza robota w kuchni – fartuch, terrakota, wzmocnienie barku. Trzy dni i kuchnia gotowa będzie na przyjęcie mebli – te z kolei będą dopiero za czas jakiś.

Od wczoraj słucham namiętnie Hipertrofii -  nowego albumu Comy – i mówię wprost, bez ogródek – jest zajebisty! Szerszą recencję zamieszczę na dniach – być może jutro, a może pojutrze. Zobaczę jak będzie z weną do pisania. Powiem tylko tyle, że nie mogę się doczekać koncertu…

Z innych spraw – miałem ochotę napisać dziś o tęsknocie, przyjaźni, o cyklach zmian w moim życiu, o jesieni, wietrze, liściach na chodnikach, o dniu niepodległości, patriotyzmie, i tak dalej… nie napiszę, bo i tak nikt tego nie czyta, ani nikt nie komentuje. Co prawda piszę dla siebie, ale tyle to ja mogę w środku, w Czesiu…