Za oknem strugi deszczu zalewają Legnicę, ciężkie szare niebo wisi tuż nad głową, w sali szkoleniowej przytłumione światło, i ten hipnotyczny, uspypiający głos prowadzącego szkolenie z procedur, który po kilku sekundach zapomina co powiedział na początku wciąż rozwijanej wypowiedzi. Trochę żenada, trochę żal, a trochę wrażenie straty czasu.

Jesień na całego, a i w głowie jakby bardziej szaro i smutno. Nie wiem czemu. Myślałem, że może dwa dni gorszego nastroju miną szybko, a tu zonk i dalej na całego. Im dalej w dzień tym gorzej, rano było znośnie. Wczoraj znów nie mogłem zasnąć i w końcu jakoś po 1 w nocy mi się udało. Dobrze, że spałem chwilę po południu – dziś nie mam na to szans.

Wczoraj rozpocząłem lekturę książki pt.  „Łaskawe„, autorem której jest Jonathan Littell. Książka ma około 1000 stron, wczoraj połknąłem pierwsze 100. Zaskoczyła. Mocno. Stronnice tej powieści zaskakują – bezpośredniością opisów, brakiem ugłaskanej poprawności, wymownością słów i myśli głównego bohatera, i w końcu słowami „Nie żałuję niczego: taką miałem pracę i już. Co do moich rodzinnych historii, które też może tutaj przytoczę, to są one wyłącznie moją sprawą, a jeśli chodzi o całą resztę, pod sam koniec bez wątpienia przekroczyłem pewne granice, ale wtedy nie byłem już sobą, wszystko mi się mieszało, zresztą świat walił się w gruzy, nie ja jeden traciłem zmysły, przyznacie sami.” Powieść to swoiste wspomnienia byłego działacza, członka i oficera SS – postaci wykształconej (doktor prawa konstytucyjnego), uduchowionej (literatura, filozofia), ale i zbrodniarza, który cudem unika kary po wojnie. Powieść jest fikcją, ale czytając ją mamy wrażenie, że to wszystko się działo na prawdę. Szokuje beznamiętny ton wypowiedzi, szczegółowość relacji, brak skruchy. Szokuje cytowanie klasyków filozofii i niemalże obok opisy spotkań z wyższymi rangą funkcjonariuszami III Rzeszy.

„Die Berliner Kritik” nazywa powieść Litella książką niebezpieczną. I rzeczywiście coś w tym jest, bowiem od niemalże początku lektury towarzyszy czytelnikowi uczucie zagrożenia. Max Aue (główny bohater) kusi czytelnika swoimi słowami i myślami – fakt, że okraszonymi sprawną i efektowną retoryką. Problem w tym, że duża liczba jego argumentów jest niezwykle trudnych do zbicia. Czytelnik łapie się często na myśleniu – „on ma rację”. I tu tkwi zagrożenie. Wyobraźcie sobie bowiem przyznanie racji zbrodniarzowi, który mówi do nas tymi słowami: „Możemy także wyliczyć odstępy pomiędzy każdą kolejną śmiercią: daje nam to średnio jednego zabitego Niemca co 40,8 sekundy, jednego zabitego Żyda co 24 sekundy i jednego zabitego bolszewika co 6,12 sekundy, czyli średnio jedną ofiarę co 4,6 sekundy. (…) z zegarkiem w ręku, policzcie sobie: jeden trup, dwa trupy, trzy trupy… etc. co 4,6 sekundy, próbując „ujrzeć” je przed sobą kolejno: jeden, dwa, trzy trupy. Zobaczycie, to niezłe ćwiczenie medytacyjne.

Jesienne wieczory, pełne deszczu i szare dni, pełne ciężkich chmur to niezwykle wyjątkowy czas na lekturę powieści takiej jak „Łaskawe”. W sieci spotkać możemy taką ocenę „Łaskawych”: „Gigantyczny fresk historyczny przedstawiający ostatnie lata Trzeciej Rzeszy, wydarzenia na froncie wschodnim II wojny światowej i dzieje Zagłady. Wielowątkowa, licząca kilkaset stron epopeja nasycona aluzjami do greckiej tragedii, zbudowana na wzór suity Johanna Sebastiana Bacha. Filozoficzna przypowieść o Upadku i spotkaniu człowieka ze Złem. Powrót Mitu i jeszcze jedna konfrontacja z historią XX wieku, która u progu trzeciego tysiąclecia nadal pozostaje nie zagojoną raną…” – Pierwsza epopeja XXI wieku.