Polacy potrafią robić dobre filmy. Nie raz, i nie dwa, się o tym przekonałem. Chociaż, co prawda, nasza kinematografia nie jest tak spektakularna jak Holly czy Bollywood, jednakże jest o wiele bardziej życiowa i dogłębniej analizuje podmiot, o którym opowiada – człowieka. Zwykłego człowieka takiego jak ja, czy Wy. W środę byłem we Wrocławiu i całkowicie spontanicznie wybrałem się do kina. Gdy rzuciłem okiem na repertuar to mina mi zrzedła. „Nic ciekawego” pomyślałem. Jedną z pozycji był jednak polski film „Kochaj i Tańcz„, który został bardzo dobrze odebrany przez publiczność. Miałem mieszane uczucia bo oglądanie spoconej i wydepilowanej klaty Mateusza Damięckiego nie jest dla mnie jakimś magnesem. 

Film jest świetny. Pod każdym niemal względem. Rewelacyjna dynamika, świetnie dobrana muzyka, emocje, uczucie… Na ekranie wciąż się coś dzieje. Obsada ciekawa, tematyka na czasie. Siedziałem jak zaklęty, muzyka mnie niosła i żałowałem, że film skończył się tak szybko. Muszę przyznać otwarcie, że bardzo pozytywnie mnie „Kochaj i Tańcz” zaskoczyło. Gra aktorska? W sumie trudno mówić o jakiejś specjalnej grze, skoro zdecydowana większość filmu opowiada o tańcu. Nawet emocje i uczucia wyrażane są poprzez taniec, nie zaś poprzez słowa. I być może to sprawia, że film mi się tak bardzo podoba. Nie jest przegadany, dialogi są oszczędne, oszczędzono także widzowi „złotych myśli”. Jest to zdecydowanie produkcja aspirująca wysoko, jak na kino europejskie. Raczej nie przebije się jakoś specjalnie do widza „made in usa” – tyle, że dla mnie to akurat zaleta filmu, nie zaś ujma.

Mateusz Damięcki, Izabella Miko, Katarzyna Figura, Katarzyna Herman, Jacek Koman (m.in. „Moulin Rouge” i „Australia”). Młodość i doświadczenie, wyrazistość, indywidualizm, dobra gra aktorska. To filary i siła tego filmu. Spoiwem jest muzyka. Całość wyreżyserował Bruce Parramore, który na swoim reżyserskim koncie ma także norweski film „Zenith”. „Kochaj i Tańcz” opowiada o walce rozumu z sercem o szczęście, miłość i spełnienie marzeń. Historia pełna namiętności i pasji, wpadającej w ucho muzyki i porywających scen tańca.

Gorąco polecam wszystkim udanie się na „Kochaj i Tańcz„. Warto iść z kimś, z kim później się o filmie pogada. Ale warto też z pewnością iść nawet wówczas, gdy nie ma pary. Film jest wart tych paru złotych wydanych na bilet i popcorn.