hunter_covDziś do pracy poszedłem sobie na piechotę. Uznałem, że słoneczna pogoda, ciepły i dość silny wiatr, i świeża zieleń parku to doskonała okazja do spaceru i wysłuchania najnowszej płyty Huntera – HellWood. Oto jak chłopaki z Mazur opisują swoją nową płytę.

„Po niemal czterech latach przerwy, oddajemy w Wasze ręce 55 minut i 66 sekund z muzyką inspirowaną tym razem naszymi ulubionymi, a przy okazji kultowymi filmami. Od tytułu począwszy, poprzez muzykę, teksty a kończąc na warstwie graficznej będzie to muzyczna, parafilmowa podróż do najdalszych zakamarków nie tylko Waszych snów i marzeń, ale także koszmarów i lęków. Soundrack do filmu zwanego życiem. […] Padło wiele nowych i bardzo ciężkich słów i dźwięków… Tak właśnie się dzieje, gdy świat baśni i fantazji przeplatający się z horrorem życia – spotykają muzykę… W warstwie muzycznej tym razem mamy niespodziankę dla fanów wszystkich naszych poprzednich płyt. Można powiedzieć, że jest to miejscami swego rodzaju synteza, nierzadko dość przewrotna synteza. […] .Tym razem posunęliśmy się znacznie, znacznie dalej… […]”

Przesłuchałem HellWood dwukrotnie dziś. I przyznaję – płyta jest genialna. Podoba mi się Hunterowe brzmienie, jest w niej to co pokochałem w T.E.L.I, są dobre teksty, zmuszają do przemyślenia. We wczorajszej notce znajdziecie teledysk promujący tę płytę – „Labirynt Fauna”. Sami oceńcie.

Natomiast abstrahując od powyższego… już wczoraj miałem podły nastrój, który dziś się jedynie pogłębił. W ogóle to mam wrażenie jakbym znajdował się na jakiejś równi pochyłej, z której nie ma ucieczki, a każda podjęta decyzja jedynie nadaje tępa w spadaniu niżej. Zero wsparcia, zero czegokolwiek. Odechciewa się wszystkiego, włącznie ze zwykłym wstawaniem rano z łóżka. Bo po co wstawać, jak nie ma ku temu powodu? Jaki sens ma życie dla samego siebie? Nie ma. Siedzę w pracy do 23, i jutro tak samo, i pojutrze i w czwartek… później będzie piątek. Wolne. 1 maj… 1 maj…