Niezależni i mało znani twórcy filmowi znani pod szyldem „Double Edge Films” popełnili film, którego nie boję się określić mianem dzieła. „Ink” – bo o tym filmie mówię, nie jest filmem prostym. Nie jest filmem, który niczym 2012 zakrywa brak fabuły efektami specjalnymi, nie jest to w końcu film, który bierze ciekawą opowieść i robi z niej sieczkę. Jest to film ambitny, zrealizowany w sposób taki, że smakosz doceni kunszt kucharza, który dodał do dania sobie tylko znaną przyprawę.

Jest takie powiedzenie, że „kiedy rozum śpi budzą się potwory (demony/upiory)…”. Tytułowy Ink to właśnie taki potwór, który postanawia wkupić się w szeregi potworów jeszcze gorszych niż on sam. Historia opowiedziana w filmie rozpoczyna się gdy nad amerykańskimi przedmieściami zapada zmierzch. Wówczas na świat wychodzą Gawędziarze i Zmory. Pierwsi sprawiają, że ludzie mają dobre sny, a drudzy sprowadzają na nas koszmary. Między nimi toczy się nieustanna walka. W pewnym momencie pojawia się właśnie Ink – nomad, wędrowiec, który ma misję do wypełnienia – ceną za możliwość przystąpienia do Zmór jest porwanie małej dziewczynki – Emmy i dostarczenie jej do rytualnej siedziby Zmór gdzieś po drugiej stronie snu. Porwanie się powodzi, dusza Emmy zostaje zabrana, zaś jej fizyczne, realne ciało pozostaje w śpiączce. Zaczyna się wyścig z czasem.

Gawędziarze wspierani przez Poszukiwacza Ścieżek (Pathfinder) oraz tajemniczą liderkę Gawędziarzy o imieniu Liev rozpoczynają poszukiwanie dziewczynki i jej realnego ojca – tylko on może Emmę uratować. Problem w tym, że Emma żyła z dziadkami, którzy po śmierci żony Johna (ojca Emmy) odebrali mu prawa rodzicielskie. John popadł w alkoholizm, uzależnienie od narkotyków i odwrócił się od swojej rodziny. Kiedy dziadek Emmy przychodzi mu powiedzieć o tym, że córka jest w śpiączce, John wypowiada znamienne słowa – „ja już nawet nie mam córki”. Kiedy Poszukiwacz Ścieżek i Gawędziarze szukają Johna, po drugiej stronie Liev odnajduje Inka i Emmę. Dobrowolnie oddaje się Inkowi w niewolę i daje się prowadzić do celu jego wędrówki. W tym czasie rozmawia z nim, rozmawia z Emmą i tym samym wpływa na nich. Jak? Okazuje się dopiero na końcu filmu.

Zakończenie całej opowieści nie jest zaskakujące. Nie jest także efektowne, ale doskonale pokazuje pewne schematy ludzkiego umysłu. Pokazuje jak silne są więzy między ludźmi. Film był kręcony w okolicach Denver. Wędrówka Inka po drugiej stronie to wędrówka przez poindustrialne okolice, okolice estakad i mostów, piwnice i tunele czasu. Z kolei otoczenie w jakim funkcjonuje John to biznesowe centrum miasta, schludne, pełne szkła i aluminium. Kontrast jest niezwykły. Ink nie ma swojego miejsca, on go dopiero szuka. Pomimo, że nie jest zaskoczeniem końcówka filmu (dobro zwycięża zło), to zaskakującą staje się przemiana obu głównych bohaterów – i Inka i Johna. Pokazano to w mistrzowski sposób. Doskonałym uzupełnieniem plenerów, obrazów i wyrazistych postaci jest dobrze dobrana muzyka. Film jest mówiąc krótko dobry. Zahaczając jednak o pewne tematy związane z psychiką ludzką, o tematykę fantastyki (zaświat), film sprawia, że nie jest prosty w odbiorze. Na pewno ktoś, kto chce się po prostu zabawić oglądając „Inka” będzie rozczarowany. To film o wiele głębszy. Z przesłaniem i morałem. Film, po który warto sięgnąć.

Mimo, że „Ink” nie został podjęty w dystrybucji przez żadną liczącą się kampanię zdobył wielkie uznanie fanów. Twórcy skierowali film bezpośrednio do niezależnych kin, wydali go na Blue-Ray oraz DVD, a także udostępnili w dystrybucji cyfrowej. Takie działanie sprawiło, że „Ink” bardzo szybko stał się najbardziej ściąganym filmem w sieciach torrent, osiągając wynik przeszło 400000 pobrań w pojedynczym tygodniu! Wbrew temu co można by podejrzewać twórcy „Inka” z takiego obrotu sprawy byli i są bardzo zadowoleni.