Ostatnio więcej piszę o kinie niż kiedykolwiek wcześniej, ale to spowodowane jest tym, że i do kina owego chodzę znacznie więcej niż chodziłem wcześniej. Nareszcie! Ah, kocham kino. W piątek wybraliśmy się z Asią do Heliosa na najnowszy film Juliusza Machulskiego, pełnokrwistą komedię pod tytułem „Kołysanka„. Reżyser „Seksmisji” i „Killera” popełnił tym razem film, który mi osobiście przywodzi na myśl rodzinę Adamsów w wampirzym wydaniu. A wszystko dzieje się na małej, podolsztyńskiej, mazurskiej wsi… O obsadzie, fabule, scenografii i muzyce powiem za chwilę, a teraz jedynie powiem tak – Machulski mistrzem polskiej komedii jest i basta. Nawet jeśli film nie powoduje salw śmiechu i parskania napojem, czy plucia popcornem, to z pewnością powoduje szeroki uśmiech i sprawia, że wychodzi się z kina z szerokim bananem na twarzy. Fajnie się o takim filmie dyskutuje, a czarna komedia – taką wszak „Kołysanka” jest – to specyficzny gatunek.

Machulski w „Kołysance” bawi się różnymi konwencjami – mamy sceny horroru, mamy elementy komedii. Atmosfera gęstnieje, a w odpowiednich momentach rozładowują ją gagi rzucane przez głównych bohaterów.  Motorem potęgującym napięcie jest śledztwo prowadzone przez parę policjantów – trzeba dodać, że wyjątkowo leniwych i raczej słabo rozgarniętych. Śledztwo się urywa, niewinne ofiary nadal giną bez śladu… Machulski w ciekawy sposób stopniuje napięcie, fajnie pokazuje mazurską wieś i relacje społeczne na niej panujące – listonosz, policjanci, kobieta z opieki społecznej, ksiądz i ministrant… do tego wszystkiego podstarzały Niemiec z młodą tłumaczką, która z pewnością jest dla niego kimś więcej, oraz ekipa TVP, której celem jest nakręcenie reportażu o zaginięciach.  Dialogi nie są głębokie – takie być nie mogą. Są raczej oszczędne i pełne gagów. To tylko podkreśla położenie ofiar i ich dolę.

Scenarzyści i reżyser ograniczyli plan zdjęciowy do jednego gospodarstwa, paru plenerów i generalnie kilku mniejszych pomieszczeń. Obsada zamyka się w plus minus piętnastu osobach i wszystkie dobrane są doskonale! Robert Więckiewicz zagrał genialnie! Oprócz niego zobaczymy Małgorzatę Buczkowską, Janusza Chabiora, Jacka Komana, Ewę Ziętek, Michała Zielińskiego i Krzysztofa Stelmaszyka. Zdjęcia i obsada świetnie dopełniają klimat tego filmu i w żaden sposób go nie przesłaniają. Machulski doskonale wyreżyserował swoją najnowszą komedię. Jest ona inna – o tym należy pamiętać i za żadne skarby nie wolno jej porównywać – od „Seksmisji” czy „Killera”. „Kołysanka” to opowieść o naszej rodzimej, tyle, że wampirzej, rodzinie Adamsów – i świetnie, że taka komedia powstała. Warto wspomnieć też o muzyce do filmu. Michał Lorenc, który jest jej autorem, wykonał dobrą robotę, a główny muzyczny motyw przewodni wpada doskonale w ucho. Film trzyma w napięciu, nie dłuży się i jest ciekawie zrealizowany. Na pewno warto go zobaczyć.

Na film poszliśmy z Asią o 22 a po filmie na spacer po pustej i śpiącej Legnicy. Warto było pójść do kina choćby dla tego spaceru po nim :)