Jako, że w dalszym ciągu nikt nie wydał mi zakazu wstępu do Empików, to kolejny raz wszedłem i wyszedłem z niego z łupem. Tym razem, niejako od niechcenia, zakupiłem wydaną właśnie przez Fabrykę Słów książkę Rafała A. Ziemkiewicza – „Walc stulecia„. Jest to wznowienie napisanej i wydanej w 1998 powieści, za którą Ziemkiewicz zdobył nagrodę Zajdla. Słowem wstępu – nie lubię Rafała Ziemkiewicza, nie lubię jego prawicowych poglądów, nie lubię moralizatorskiego tonu jego publicystyki i ogólnie nie jestem w stanie czytać jego felietonów. „Walc stulecia” pochłonąłem jednak jakby to było jedno z moich ulubionych dań. Oto kilka słów o tej książce.

Przyszłość i technologiczna nowoczesność pomieszana z wirtualnie generowaną historią początków XX wieku. Gra interesów, walka wywiadów, konspiracja, problemy małżeńskie, gorący romans, seks, wszechobecna inwigilacja, inżynieria społeczna – tygiel, który musi wrzeć. To wszystko doprawione zostaje różnymi odcieniami, tak właściwego dla Ziemkiewicza, konserwatyzmu. Tak w wielkim skrócie można określić zawartość powieści. Gdyby to jednak tak zostawić byłoby to nie fair. O „Walcu stulecia” napisać mogę dużo – nawet bardzo dużo. Równolegle toczą się jakby trzy historie, które z czasem splatają się w dwie, po to by na końcu stopić się w jedną – tak zaskakującą w swym zakończeniu powieść. Ziemkiewicz przedstawia nam z początku tajemnicze postaci, które z czasem odkrywają przed nami swoje wnętrze – stają się bardziej ludzkie, mają swoje emocje, mają swoje problemy, nałogi. Pokazuje nam wizję społeczeństwa zmanipulowanego inżynierią globali, które wpływają i kreują społeczeństwa tego potrzeby, narzucają pewne rozwiązania, wymuszają określone postawy. Na takie tło mamy rzucone postaci wyraziste w swym zbuntowaniu, niezależne, mające ukryte cele i potrzeby. Starające się te potrzeby realizować w taki czy inny sposób. Orin – główny bohater – to kreator, programista, twórca gier – nie jakiś banalny, jeden z wielu. To guru i człowiek, który ma na swoim koncie wielkie sukcesy. Tworzy gry głębokie, wciągające, bazujące na czymś więcej niż pierwotne instynkty. Tworząc dzieło swojego życia – grę o tytule „Walc stulecia”, która przenosi gracza w świat początków XX wieku i rzuca w wir gry wywiadów i mocarstw w przededniu wybuchu I wojny światowej – zmuszony zostaje do stanięcia przed myślącymi tylko o pieniądzach wydawcami, którzy chcą go zmusić do ograniczenia głębi gry i sprowadzenia jej do poziomu zwykłej „rąbanki”. Orin na to się nie godzi czego konsekwencją jest zerwanie współpracy z dotychczasową firmą. To rodzi kolejne kłopoty w domu, który jest utrzymywany od dłuższego czasu przez żonę Orina. Nagle w życiu Orina pojawia się inna kobieta, po chwili nieznana firma, która bierze „Walc stulecia” takim jak jest, i życie głównego bohatera się komplikuje w bardzo szybkim tempie. Gdzieś obok tego toczy się zupełnie inna historia – śledztwo prowadzone przez policję w sprawie na pozór nic nie znaczącego morderstwa, oraz drugie – zupełnie na innym poziomie – śledztwo/badanie prowadzone przez Tannenbaum (jeden z globali) i lojalnego profilera, który dostaje zadanie całkowicie nie związane z głównym wątkiem powieści – do czasu.

W powieści Ziemkiewicza mamy wizję zunifikowanej Europy i wtłoczonego w jedną miarę społeczeństwa. Wizję na swój sposób przerażającą. Wizję, która każe się zastanowić nad tym, w którą stronę zmierzamy jako społeczeństwo początków XXI wieku. Poprzez różne postaci – policjanta, profilera, Orina, jego żonę, szefów korporacji itp. mamy możliwość spojrzenia na różne postawy, których wspólną cechą jest konserwatyzm w różnych sferach. Bynajmniej nie jest to jeden, ten sam, od kalki budowany konserwatyzm rozumiany w bardzo wąskim zakresie. Nie. Jest to konserwatyzm na swój sposób atrakcyjny w odbiorze, nakazujący zastanowienie się nad tym co jest, a co było, co być może. Czytając „Walc stulecia” nie można i nie należy przejść obojętnie obok prezentowanych postaci i historii – ona jest co prawda tłem, wypełniaczem, ale w odpowiednich momentach uwypukla pewne postawy i tym samym zmusza do określenia się za lub przeciw pewnym sytuacjom i praktykom.

Ziemkiewicz popełnił „Walcem stulecia” powieść świetną. Nie powiem, że doskonałą. Drażni mnie uparte używanie fonetycznego zapisu angielskojęzycznych zwrotów technicznych – maniera? Zamierzony cel? Nie wiem co chciał autor tym osiągnąć – u mnie wzbudził rozdrażnienie. Czytanie tak napisanych słów utrudniało mi lekturę i powodowało chwilowe zawieszanie się. Abstrahując jednak od tej, bądź co bądź, niedogodności – „Walc stulecia” mogę polecić każdemu. Powieść czyta się lekko, fabułą wciąga i nie pozwala przerwać. Postaci są ciekawie skonstruowane, i budzą sympatię. Czytało mi się tę książkę bardzo dobrze. I cieszę się, że Ziemkiewicz napisał coś co jest strawne także dla mnie – nie ujmując niczego jego publicystyce społeczno-politycznej i poglądom przezeń prezentowanym.