Trafiła w me ręce najnowsza powieść Rafała Dębskiego pod tytułem Wilkozacy. Autor, znany dotąd głównie z pozycji nurtu science-fiction lub opowieści o komisarzu Wrońskim, nie przestraszył się Jacka Komudy dzierżącego w polskiej fantastyce władzę nad Dzikimi Polami i napisał powieść osadzoną w realiach XVII-wiecznej Kozacczyzny i powstania Chmielnickiego. Wilkozacy to książka o honorze, zemście, knuciu i polityce. Powieść o ucieczce i walce o władzę, o niezwykłych zasadach i niezachwianej przyjaźni. Książka o pięknej legendzie budzącej w naszych gorących polskich głowach tęsknotę za ukraińskimi stepami i świstem wiatru w uszach. 

Już na pierwszych kartach powieści poczujemy na ustach smak kozaczej krwi. Krwi upuszczonej z żył niczego nie spodziewających się mieszkańców małej ukraińskiej wioski – oto cena za cierpienie i jednocześnie zemsta niezwykłego plemienia… Kozaków, którzy zakładając na plecy szable w czasie Okołopełni zamieniają się w krwiożercze wilkołaki. Rafał Dębski w umiejętny sposób połączył obecną już od jakiegoś czasu w polskiej literaturze modę na opowieści z Dzikich Pól z nową modą na wilkołactwo.

Powieść składa się z kilku elementów, które sprawiają, że czyta się ją z zapartym tchem, nigdy nie będąc do końca pewnym, co spotka nas na kolejnej stronie. Mamy tragiczną miłość podszytą smutkiem i rozpaczą nagłego rozstania; gwałtowną zemstę osłodzoną ludzkimi odruchami krwiożerczych bestii; przyjaźń tak głęboką, że stanięcie ramię w ramię z szablą w dłoni przeciwko wrogowi nie do pokonania jest fraszką; polityczne kalkulacje i zdradę oraz ścieranie się nad rodzącą się Ukrainą sił o wiele od niej potężniejszych. Mamy także bezinteresowną dobroć i maleńkie dziecko, które roztapia najtwardsze serce. I w końcu mamy prawo, wilcze prawo, twarde prawo, w którym ponad dobrem rodziny stoi plemię i sicz, prawo, które nie zna słabości, które nie zna ludzkich podstępów, na swój sposób anachroniczne, a jednocześnie w swej prostocie atrakcyjne.

Osią powieści jest konflikt pomiędzy największym ukraińskim plemieniem wilkołaków a Serhijem Kostenką, chorążym wojsk Bohdana Chmielnickiego, który na jego właśnie rozkaz rozniósł i zmasakrował jedną z wilkozaczych siczy. Zemsta Wilków jest sroga i bolesna, a skutkiem jej – ból, dezercja i rozpacz. Na to nakłada się polityczna kalkulacja Hetmana Chmielnickiego, który walcząc z Najjaśniejszą Rzeczpospolitą sięga do sojuszy i układów z Carem, czego ceną staje się walka z dotąd omijanym wrogiem. Bohaterem tragicznym powieści jest i chorąży Kostenko, i jego młoda żona Marika, która, rozdarta między nową rolą a nieukojoną tęsknotą, dokonuje rzeczy niezwykłych, i Hrehoryj – wilkozaczy ataman, który nie dość, że staje przed śmiertelnym zagrożeniem, to jeszcze ostatecznie zostaje zmuszony do reinterpretacji starożytnych praw rządzących społecznością Przemieńców.

Można by rzec, że plemię mordujące z zimną krwią całe wsie, porywające kobiety zamieniane potem w wadery, w którym hierarchia i posłuszeństwo są najwyższymi wartościami, nie jest godne szacunku czy sympatii. A to nieprawda… Rafał Dębski w swej powieści tak ukazał wszystkie strony skomplikowanych wydarzeń, że wbrew najgorszym nawet uczynkom można owo plemię polubić, dostrzec w jego członkach także ciepło i troskę, obawy i miłość – okazywaną w choćby ledwie dostrzegalny sposób. Poprzez Wilkozaków Dębski wlał w moje serce tęsknotę za wiatrem pieszczącym skórę głowy, za honorem, którego w dzisiejszych czasach jest coraz mniej, za rodziną i odpowiedzialnością za tę rodzinę. Powieść Rafała Dębskiego to kawał doskonałej literatury fantastycznej. Nie dla dzieci… ale dla każdego.