Kilka słów o „Iron Sky” bo czasu na recenzję (i chęci większych) nie mam. Ten film jest pełen gagów, jest zabawny, jednak też przykuwa uwagę — jest zrobiony dobrze, chociaż gra aktorska na pewno nie porywa. I w sumie dobrze. Tu nie ma wielkich gwiazd Hollywood, tu nie ma oczekiwań wytwórni, która włożyła ogromne pieniądze, tu jest wizja sfinansowana przez fanów i to jest piękne. Efekty są świetne, szczerze! Zupełnie inaczej widzi się ten film mając pewną wiedzą o popkulturze, i obecnej światowej polityce (nie dużo, ale warto wiedzieć jakie było hasło wyborcze Obamy i kim jest Sarah Pallin), warto znać „Upadek”, a szczególnie jedną z jego scen — bystry obserwator wychwyci pastisz :) Muzycznie jest ciekawie, a sama muzyka pasuje do klimatu filmu. Pamiętać trzeba, że to nie jest kino historyczne. To na swój sposób humoreska, tu są prztyczki nie tylko do manii wielkości Hitlera, ale i do manii wielkości USA. Jest autoironia (film stowarzyli Finowie), jest też zabawne lecz niestety prawdziwe zobrazowanie światowego przywództwa i w ogóle ludzkości. Ogólnie w skali Czekana (który wiedział na co idzie) 8/10 :) a co!